sobota, 20 wrzesień 2008












Chlopek roztropek

Moja rozstropnosc czasem mnie przeraza. Zawsze bylem tego swiadomy iz jestem nienajlepiej zorganizowana osoba ale mam nieodparte wrazenie ze osatnimi czasy moja ¨rozropnosc¨ wchodzi w wiek dojrzaly i coraz wiekszy wplyw wywiera na moim losie. "Za 5 dwunasta" rozpoczynam robic rzeczy ktore powinne byc w tym czasie ukonczone. Niby pracuje nad soba, czytam roznorodne ksiazki i publikacje, pisze plany dnia ....ale final finalem jest zawsze taki sam - "za 5 dwunasta" .....-budze sie z letargu i zaczynam dzialac.

Tak bylo i za tym razem, wprawdzie niemaialem tygodni aby zaplanowac moja podroz, bo decyzje o niej podjalem dosc spontanicznie -kilka dni przed wyjazdem. Ale wciaz bylo to kilka calych dni aby sprawdzic hostele, transport, mapy itp. Zaczalem sie interesowac tymi "technicznymi sprawami" w dniu wyjazdu.
Obudzilem sie jak zwykle po poludniu. Leniwie przeciagajac sie zabralem sie za podjecie decyzji zrobienia sniadania ktore finalnie okazalo sie wedzona makrela z Lidla. Opieszale zajadajac sniadanko rzmazlam sie wpatrzony w ekran monitora o nadchodzacej wielkimi krokami podrozy. Po jakims czasie przypomialem sobie przeslanie jednej z ¨motywujacych ksiazek¨jaka przeczytalem oststnimi czasy- ¨najpierw sprawy najwazniejsze¨. Odlozylem fantazjowanie o nadchodzacej podrozyna bok i zaczalem sie powaznie brac za sprawy techniczne....noi sie zaczelo - 10 minut do pociagu jesli chce bezpiecznie dojechac na lotnisko.
Noooooo...wojtunia brawo!!! pomyslalem- skads to znamy co???? Niebylo szans. Makrela nieskonczona, rzeczu nie spakowane, ja wymagam jakijs kapieli. Kilka minut pokrecilem sie w panice po pokoju i ostyglem. Wymysliem realistyczny i kosztowny "plan B".
W ciagu nastepnych 30minut jak "dziki reks" biegalem po mieszkaniu w ta i zpowtorem otwierajac i zamykajac kilka ktorenie te same szafki w poszukiwaniu to kolejnych przydatnych rzeczy na moja wyprawe.

Z uwagi na to iz w Valencji przylot byl planowany na 23:30, "roztropnie" juz w samolocie postanowilem przewertowac przewodnik w poszukiwaniu jakiejs opcji hostelowej.

Zonk

Niema, Moja nadzieja, zrodlo wiedzy i bezpieczenstwa - przewodnik (dostalem go na urodziny). Tak naprawde okazal sie niebyc przewodnikem po krajach a raczej opisywal ciekawe miejsca ktore nalezy w nich zobaczyc. Zero informacji o noclegach, transporcie, pogodzie jedzeniu - shit! pomyslalem. I co ja teraz zrobie w srodku nocy na lotnisku?

Tylko spokuj moze nas uratowac

Zaczalem sie blokac polotnisku w poszukiwaniu jakiejs opcji, informacji turystycznej, mapy czegokolwiek co moglo bymi pomuc. Po jakis 20 minutach serwis sprztajacy prawie calkowicie opanowal terminal i musialem sie zawijac. Tylko spokuj moze nas uratowac¨ chyba z 15 razy powtozylem sobie to zdanie w myslach i zrobilo mi sie lepiej. Wychodzac z lotniskowego terminalu kupilem po drodze jakas bulke i kole. Taka mila otoczka podczas umyslowej kombinatorkyki wyjscia z sytuacji. Postanowilem ze wezme metro i pojade do centrum. Tam cos napewno bedzie sie dzialo..

Mowa ciala

W metrze jechala zemna tylko jedna osoba, jakias hiszpanka postanowilem ja zapytac gdzie mam wysiasc i moze jaks stacja autobusowa czy cos? cokolwiek...
"gadalismy" moze 10 minutz tym ze ona niewymowila ani jednago spowa po angielsku a ja mowilem po polsku, dunsku i angielsku konsruujac coraz to nowsze sposoby akcentowania wyrazow z nadzieja ze ktorys z nich tafi w zrozumienie. Tak!! - "Autobus Station" i "Centro" skumala. I rozpoczela mi tlumaczyc gdzie mam wysiasc i jak dojsc.
Bylem pod wrazeniem. Kobietka uzywala tak sprawnie mowy ciala ze zrozumialme praktycznie wszysko. Skrzywoania, prosto potem w lewo, rondo podmiejski autobus lini 33 itp... Z milym usmiechem pozegnalismy sie i poszedlem.

Plan C - Granada
Podazajac za otrzymanymi wskazowkami natrafilem na dosc intersujacy budynek. Hmmmm...co to jest? Fajna architekrura..podejde blizej wchodac do wspomianego budynku ukazala mi sie przed oczami wielka tablica wysadzona chyba 1001 diod. I napis, pierwszy z gory "Granada 00:51". Hmmm...A moze Grenada? to jest na poludniu przeciez, hmmm...pociag odjezdzal za jakies 20 minut wiec bylo by w deche:) niepotrzebuje hostelu, jeszcze zdaze sie najesc. Tak! to jest Plan! -Plan C!

Z rana dojechalem do Granady, fajnie palmy, pomaranczowe pomarancze na drzewach, piekne kobiety i slonce- cieplutko:)) Ha!
Zabralem sie za poszukiwania hostelu, slabo mi szlo, nawet ludzie zza recepcyjnych lad czesto nierozmawiali po angielsku. Jak to bywa w moim zyciu mialem farta. W pewnym momencie zobaczylem na chodniku 3 dziewczyny stojace z mapa. Ha! tyrystki! ha mowia po angielsku! HA! mam farta! i tak tez bylo dziewczyny mialy nawet wydrukowana mapke jak dojsc do hostelu wiec bylem uradowany niezmiernie:))

Moja oaza -Oasis hostels
mmmm...ale hostel, jaki klimat naprawde swiatena sprawa. Hostel tak jak lubie taras na dachu i nocne rozmowy na nim. Przewijacy sie ludzie non stop, dzikowsc i rzadza przoygody w oczach mlodzoiutkich erazmusow co w wiekszosci okupowali to miejsce poszukujac miedzyczasie mieszkania.
Juz pierwszego dnia poszedlem na impreze dla erazmusow...co za zrzadenie losu w danii calosciowo doswiadczen imprez tego typu mam ze 3 lata ...przyjzdzem do hiszpanii jade pociagiem przez cala noc , po omacku trafiam wkoncu do jakiegos hostelu a tu bach! - erazmusowa impeza..heheh.

Granada jest piekna.
kilka zdjec krajonrazow umiecilem powyzej, Miasto zalozone ponad 1200lat temu przez muzulmanow obfituje po dzisdzien w pieknem architektury, magia waskich (ponoc niebezpiecznych) uliczek wieczorami czesto wypelnionych zapachami palacych sie szisz.
Chodz Granada swoja swietnosc miala okolo 700lat temu, bedac w tym czasie najwazniejszym miastem pulwyspu Iberyjskiego, zdecydownie po dzis dzien mozna sie zachwycac peknem pozostalosci tych odleglycch czasow.
Alchambra (foto powyzej) fortyfikacja wzniesiona przez arabow w XIIIw jest zachwycajaca. Obszerne i pekne ogrody (nawadniane w jakis dziwny sposob do ktorego nie moglem zroumiec), mozajkami, malowidalmi sciennymi itp ...jednoczesnie cale to pieko i skarby otoczone grubymi murami chronicaymi wyznawcow Allacha przed najezdcami.

Genarelnie to przyjechalem do Hiszpanii na jakies 4 dni, na sniadanie. Zmienilem plñany i bede w Danii na koniec miesiaca.

czwartek, 11 wrzesień 2008

Sniadanie nad cieś. giblartarską

Cieślina Giblartarska, Przyczułek na inny świat

Cieślina gibraltarska od czasów jak bylem małym dzieckiem wydawała mi się magiczna. Bo to tu Europa a tu zaraz Afryka. A to ze wojska byłego Imperium Rzymskiego jak zdobywały północną Afrykę tamtędy przechodziły i z powrotem jak jakieś państwo z pn Afryki miało aspiracje aby zdobyć Europę - przechadzały się właśnie ta droga.
Nieźle, miejsce ważne, zawsze srogo bronione. Zawsze strategiczny punkt wielkich armii i magiczna przestrzeń 15 kilometrów dzielące 2, zawsze tak bardzo różne światy.
Niektórzy ludzie mówią iż jak jest dobra pogoda to ponoć widać Afrykę. Inni twierdzą ze wcale tak nie jest...chciałbym ją zobaczyć- Afrykę, stojąc dwiema nogami w Europie.

Śniadanie

Mam plan, aby było niezwykle-zwyczajnie. Jadę tam na śniadanie.
Moze najdroższe w moim życiu ale za to śniadanie posypane szczyptą magi i tajemnicy - widać ją czy nie?
Jeśli dotrę to tu:
http://maps.google.com/?ie=UTF8&ll=36.013422,-5.596504&spn=0.034297,0.
Będę około czwartku. Zapraszam!

środa, 28 maj 2008

wracam

Wracam.



Dziwne uczucie ekscytacja pomieszana ze smutkiem.



Moje oststnie trzy doby w Indiach to istny "sajgon".

Ostatnie kilkadziesiat godzin mialem zaplanowane z bardzo niewielkimi lukami w czasie na pomuylki, opoznienia itp. A to spozniam sie na jeden pociag a to nastepny zas zostal anulowany a ja ponad 1500km od lotniska i ledwie ponad 32h do wylotu. To sie staje jak jakas masakra!´- pomyslalem. Nic ! poprostu nic mi sie nie uklada ! Natomiast rikszaze, pracownicy koleji, pracownicy hotelu i oczywiscie sprzedwacy uliczni ....jak jeden maz wyczuli w powietrzu ze "dzis jest dobry dzien aby mnie naciac na jakas kase czy cos".

Wkazdym razie przy dozie szczescia i jak to bywa w zyciu dozie pieniedzy dotarlem! Wkoncu dotarlem do Europy!! Ciesze sie ....nie dlatego ze jestem w europie - cywilizacji, bogactwie, luksucach i czystym powietrzu ...a raczej temu ze udalo mi sie wyrwac z pasma niefartow ostsnimi dniami scigajacymi mnie neublaganie (naprawde zaczalem watpic w pewnym momencie czy uda misie wyjechac z Indii - tp bardzo niekomfortowe uczucie, jakby cos odebralo tobie wolny wybor i wszytsko co robisz w jakims kierunki wiedzie cie do fiaska).


Apstrachujac od powyzszego - jeszcze tam wroce. W moim zyciu Indie staly sie magicznym miejscem:))


Dzis zdezenie ze znajomym. Z cywilicacja. Jeszcze niebylem na zewnatrz, tylko przez okna lotniskowej poczeklani podziwialem ten porzadek ruchu, ta wlasciwa kolejnosc, harmonie. Brak haosu to chyba fundamentalna roznica. Nawet w kafejce internetowej w ktorej siedze to widac...

piątek, 23 maj 2008

Fotosy:)


































Oto kilka zdjatek z :Agra, Puszkar, Delhi, Daramsala, Golden temle - Armitser, Himalaje, Risikesh, Varanasi...



Ogolnie zaczynam sie tu czuc jak w domu.Postura i wygladem zapewne niepasuje za brdzo do tubylcow jednakrze czasem czuje ze wartosci wschodniej kultury sa mi blizsze niz zachodu.



Kolosalne wrazenie wywarla na mnie zlota swiatynia Sitchow. Sitchowie maja bardzo oddany stosunek do wiary i mimo rozwoju calego globu wydaja sie trzymac wartosci swej religii zdala od hipokryzji. Jedna z misji ww grupy jest sluzenie innym ludziom gdzyz sluzeniu ludziom to sluzba bogu.
Z Mikiem (USA), Rosa i Elena (Hiszpania) poznalismy sie przypadkowo w pociagu relacji Delhi Armitser - (od tego czasu podrozowalismy razem okolo 10 dni). Nasz przyjazd do tego miejscas do poczatku wydawal sie odbiegac troche od szablonu mimowolnie spreparowanego moimi wczesniejszymi doswiadeczeniami w Indiach. Facet z taksowki za kurs z dworca do naszej noclegowni zarzadl dosc rozsadnej ceny. Oczywiscie jakis tam turystyczny przelicznik zawkomponowal w jej tworzenie ale niechcial nas orznac jak przeczkolakow. Dojechalismy do zlotej swaityni ze swaidmoscia ze nastepna noc chcemy spedzic w bezplatnej noclegowni znajdujacej sie w jej poglizu. Po chwili mielismy swoj osobny pokok, klucz i klilka rad w tematyce miejsca w ktorym bylismy.
Zadziwijace tez bylo to ze w promieniu okolo 300m od zlotej swiatyni niemozan bylo kupic nic z wyrobow alkoholowych, tytoniowych etc..a sporzywanie ich bylo juz wykroczeniem ponizanym przez ludzi z ulicy. Niesamowita ta ich jednosc.
Wieczorem skozystalismy z darmowej stolowki obslugiwanej volentaryjnie. Wszedlem do tego pomieszczenia wielkosci moze konkretnej sali gimanstycznej ..a tam - moze ze 200 osob siedaczych w rzedach i jedzacyc. Co za manufaktura pomyslalem. Ludzi sa tam zywnieni tysiacami w ciagu jednago dania. Kuchnia jest otwarta przez 24 godziny. Usiadlem na koncu jednego z rzedow i po chwili przeszedl jeden facet z pustym talezem zaraz ponim szedl drugi z wiadrem fasoli za nim zac ktos z chlebem po nich kolesie z woda, kubkami itp...

Niesamowite emocjonalen przezycie.
Nikt nie pytal mnie kim jestem, skad pochodze, co mysle o tym czy tamtym, czy lubie muzulmanow, jaki mam stosunek do boga...nic. Poprostu nic dali nam jesc gdy bylismy glodni.
Po posilku Rosa wpadla na genialny pomysla abysmy pomogli im zmywac - pomyslalem bomba!! Zmywac nieznosze ale tego wieczoru wymylem mzoe ze 200 talezy mich widelcow zyzeczek itp - i bylo genialnie. Zmywalnia byla dostosowana do tak duzego obrtu i troche odbiegala wygladem od naszych europejskich. Znowu bylo to wielki pomieszczenie wzdluz ktorego bylo moze z piec komor z woda. Wokol nich byli poroztatawiani ludzie. I tak to ze 100 talezy i innych wpadalo do pierwszej komory ...tam jak pirani eludzkie dlonie wycigaly je raz poraz stawiajac na spcjalna polke. Potem z tej pulki naczynia wedrowaly do kolory 2, z 2 do trzeciej i tak dalej. Niesamowite bylo to zmywanie. Na przeciwko mnie jakis 12-14letni chlopak, obok niego jakas kobieta, z mojej prawej strony facet ze zlotymi sygnetami na palcach a dalej obok niego ktos kto pieniedzy raczej niewiduje w wiekszych ilosciach. I tak wszyscy jak jeden maz, bez kast, bez podzialow - czyszcza te gary jeden po drugim.



ps. Na jednym ze zdjec zajadm snieg z Himalajow:)))))

czwartek, 24 kwiecień 2008

Aurangabad

















Ostatniego dnia po festiwalu gdzie oto Shiwa sie ozenil wuruszylem w dalsza podroz zwiedzania Indii o uczneia sie "czegos". tym raem bylo troche inaczej gdyz Hampi bylo oststnim miejscem gdzie wszyscy (Mike, Tim, Tim, Jackob i Rayan) podrozowalismy razem. Czesc pojechale na poludnie, czesc na zachod a ja na polnoc...docelowo do Aurangabad. Wlini prostej, n amapie wyglada to nienajgozej jakies 400-500km, noc oz w zyciu jak t obywa jest zupelnie inaczej. Najpierw autobus ktory nota bene mial byc sypialny a w moim europejskim mniemaniu sypiualny byl...ale tylko w polowie - do polowy sie rozkladaly fotele. Ja i caly autobus hindusow, matki z dziecmi, mezowie z zonami i pojedynczy klienci. Otwozylem okno i patrzylem na zmieniajacy sie powoli karajobraz i zajalem sie mysleniem o zyciu co chwile wytracany przez wstrzasy autobusu powodoawne najazdem na dziury (pewnie wielkosci wiadra czy czegos takiego).
Z rana dojechalem do Hyderabad. Bardzo wileki miasto, ponad 6 milionow ludzi z czego zageszczenie wyznawcow Allacha jest dosc wysokie. Niedy przedtem niewidzialem kobiet jezdzacych na motorach (jako kierowcy) w muzulamanskich strojach odslaniajcych tylko oczy. - Sory ale bez kitu taka babka bardziej sprawia wrazenie osoby jadacej zucic koktail molotowa w kierunku dunskiej ambasady niz po kaizerki do sklepu.
Przeszwendalem sie caly dzien aby wieczorem wskoczyc w pociag to Aurangabad.
I sie zaczelo. - Pasmo szczescia tego dnia. Dzis Kasia uswiadomila ze wczoraj byly moje imieniny ...moze to dlatego los zgotowal mi taki swietny dzien:)))

niezwykły fart nr 1

Wdrazajac poraz koejny raz w zycie moja praktyke podrozy pociagiem na wieksze odleglosci - "spac ile wlezie - szybciej minie" schowalem paszport i portwel w majtki i ulozylem sie do snu. Pomimo tego ze ferkfencyjnuie ktos, cos udezalo w moje nogi sterczace w przejsciu sen mi dopisywal:). Niweim czemu ale zalozylem dwie rzeczy: 1- oststnia stacja pociagu to moja stacja, 2- i tak sie obudze przed moja stacja
I tak spal se Wojtek w najlepsze, ludzie go szturchali w nogi a on obracal sie na drugi bok i dalej:)
Obudzilem sie jak pociag stal na jakiejs stacji, cos mnie tknelo zeby zapytac faceta lezacego na wyzszej kondygnacji gdzie jestesmy. Facet powiedzial ze 3 razy "Aurangabad" zanim doszlo do mnie zto nie "jakas tam stacja" tylko to jest "ta stacja". wystrzelilem jak strzala z wagonu dobudzajac sie kilkoma lykami wody na najblizszej peronowej lawce. Pociag po chwili ruszyl dalej ...coz za fart!

Piata rano, ja, plecak duzy z tylu, plecak maly z przodu - ruszylem na poszukiwania luksusowo taniego hostelu o jakim pisali w przewodniku. Niewiem czemu takie skapstawo mi sie zalaczylo ale nawet na propozycje rykszarzy ze zawioza mnie za 10Rs - okolo 50gorszy odpowoiadalem twardo "nie" - a ich wyrazy twarzy - pomieszanie zaskoczenia, niecheci i bezsilnosci.

Dotarlem do hostelu, 7oRs za dobe i luzko w z ktorego stopy (badz glowa go wyboru) wystaja mi poza moskitiere okazujac swa doskonala latwosc konsumpcji lokalnym komarom czy innym zwierzom.
Polozylem sie na chwile, poczytac ksiazke, przyzwyczaic, zrelaksowac sie w nowym miejscu...i obudzilem sie caly zlany potem okolo poludnia. Ten Indyjsnki klimat niedaje zyc dla takich spiochow jak ja. Jak nie budzik, dobra wola - to temeperatura kolege potraktujemy;)

niezwykly fart nr 2
Wybralem sie obejrzec oddalone o okolo 30-40 km jaskinie ("jaskinie Ellora")poswiecone kultowi buddyzmu, hinduizmu oraz dżinizmowi. Pozbywajac sie zachoiwan burzuazyjnych postanowilem skozystac z uslug podmiejskich autobusow. Oto takim cackiem (foto powyzej) wypakowanym ludzmi po ostatni skrawek siedzenia czy podlogi sunelismy w strone jaksin. Co pewien czas zagaja domnie jakis hindus siedzacy po mojej prwej (nazywam to zagajaniem bo niewim jak to nazwac inczaj skoro wszyscy pytaj o to samo : skad jestes? jak masz na imie? co lepsi to : czy masz zone? czy masz rodzenstwo? gdzie pracujesz? a bardzo zaawansowani pytaj co robia moi rodzice. ) to tak wiec sobie rozmowa plynela az do mometu gdy autobus przejzdzal kolo jakiegos zamku ...a ten hindus powidzial ze warto tam isc. - Olsnilo mnie!
-To przeciez calkiem duzy zamek pomyslam......
- I napewno pisza onim w przewodiku
-tak jak o Ellora - jaskiniach tez...
-jak pisza w przewodiku oczyms..to zregoly bilet kosztuje ...dosc sporo

Zaczalem przeszukiwac swoj portwel, kieszenie, plecak i jest! mam 80Rs z czego 40 musze zosatwic na bilet powrotny i ze 30 na wode ...bo uschne.
Po zanku konduktora wysiadlem na odpowiednim przystsanku, poczym zblizylem sie do budek z biletami. Napis wielki i klujacy oczy jak nigdy wczesniej - 250Rs. No to se kur....pozwiedzalem!
Po uzyskaniu infrmacji ze w tym miesteczku niema zadnego bankomatu bylem bliski wdrazenia desperackego panu -...naproscie w swiecie nazbieram sobie na ten bilet. Zrobie krateke zebierma na bilet - pozostalo 210Rs i zajeme sie czytaniem kasiazki.
Po hwili podszed domnie jeden typ z pocztowkami.."i rozpoczyna sie" pomyslaem.
Kolo mowi ze - dobre pocztowki, i bardzo tanio, i ze ma tez kasiazki o jaskiniach Ellora
mowie mu "nie dzieki"
....a on dalej ....ze bardzo dobra cena itp....
ja - "niemam kasy, zapomnialem, niekupie nic"

koles zmienil troche temat i zapytal czy ide obejrzec jaskinie
- niewiem, chcialbym ale niemam pieniedy na bilet i zastanawiam sie co z tym fantem zrobic
-kolo - niemasz pieniedzy??
- ja ..no niemam
-kolo - ty i ja skrut, pieniadze niepotrzebne, idziesz?

i z miejsca poszlismy...ja i moj nowy ziom- Papu.
Papu prowadzil mie przez jakies 15-20 min na okolo gory w kortej wnatrzach ktyly sie jaskinie Ellora. szlismy przez jakies prywatne posesje, ten gadal z ludzmi tam zyjacymi...niewiem czy zagadaywal bo ich znal, czy tlumaczyl sie dalczego chodzimy po czyjejs ziemi czy opowiadal omnie - jakiego to "turyste zablakanego" wyhaczyl. Przeskakiwalismy przez ploty, przekroczylismy jakas droge i zaczela sie wspinaczka. Wchodilismy coraz wyzej i wyzej, idac czy wsopinajac sie po sciezkach (foto powyzej)...a ja najlepsze przypominalem sobie znajoma literature - ponoc w kasiazkach tkwi madrosc:
Czytalem raz w jednej kasiazce, jak jakis tubylec pomagal turyscie wejsc na jakis wysoki punkt w miesie aby tamten mogl zrobic swietne zdjecia jego panoramy. Finalnie jak weszli na to owe wysokie miejsce tamten wyjal nuz i powiedzial co s w stylu :
"...albo skaczysz z tego urwiska i moze przezyjesz,
....albo sprobujesz mnie obezwladnic a ja wloze ci nuz w bzuch i zepchne cie z urwiska ...i nieprzyjesz
....alblo dasz mi swoj portwel a ja odejde" - dal mu kase

Tak sobie sie wspinalismy, Papu przedemna a ja jak wierny pies zanim.
Obeszlo sie bez krwi, doszlismy do pierwszej jaskini, pokazli sie turysci a ja bylem 250Rs do przodu. (ja i Papu na zdjeciu powyzej - Papu trzyma ksiazke o jaskiniach Ellora i Ajanta)

Papu zaja sie biznesem. Sterczal przed jaskinia wciskajac turystom pocztowkii ksiazki o tym miejscu a ja robilem zdjecia i zwiedzalem.
I tak caly dzien chodzilismy od jaskini do jaskini, w drodze opowaidal mi czasem cos o nastepnej badz ostatniej swiatyni jaka widzialem a po dojsciu do nastepnego miejsca -anlogicznie - Pauu robil interesy a ja zdjecia.

zwykly fart nr 3
Po obejsciu polowy jaskin zaczela konczyc mi sie woda a co gorsza zglodnialem.
Strasznie dziwne uczucie, ludzi cie otaczajcy patrza na ciebie jak chodzacy znak euro, badz dolara...- jestes krolikem! i ten kto cie zlapie moze uzanwac sie za szczesliwca bo zaplacisz mu conajmniej 2 razy wiecej niz inni, zrobisz intetes. A tu niespodzianka, odganiam sie od sprzedawcow ie dlatego ze nie chce-...bo chce ..tylko niemam za co kupic tego jedzenia.
Wszedelm do kolejnej jaskini.
Byla naprawde wielka, gignatyczna ...zrobilem kilka zdjec i zdecydowalem posunac sie w jej glab. Jakis hindus zapytal o moj tatuaz na reku, pokazalem mu i potem nawiazala sie standardowa rozmowa. Byl razem z rdzina: zona, siostra jej mezem itp... Pusuwalismy sie wszyscy razem w glab jaskini, troche gadajac troche milczac. Po jakis 10 minutach potkalismy sie ponownie w jednym z jaskini zakamarkow...i nalogicznie cos tam pogadalismy. Wkoncu ten typ mowi domie czy niepojde z nimi wzystkimi na obiad????????
Mowie, nie niemam pieniedyz przy sobie a pozatym niejstem glodny. A on nalega i moi ze to domowej roboty jedzenie i maja je ze soba:) - no to jestm na obiedzie! - pomysalem

Poszilsmy pod jakies drzewo, rozlozylismy gazety a na nich domowe hinduskie jedzenie. Ja i hinduska rodzina...hehe (zdjecie powyzej). Posiedzielismy, zjedlismy pogadalismy troche o tym i o tamtym, na koncu babka w rozowym zerwala kilka lisie z drzewa roznacego ponad naszymi glowami i dala kazdemu po jednym. Powiedziala ze to dobre na trawienie...moze i na trawinie dobre ale smakuje strasznieeee:))))
Podziekowalem ladnie za obiad, chwalac iz ziemniaczki byly bardzo dobre i odszedlem....a moj zim Papu czekal

Po jaskinich wrociem z Papu i Anys-em do maista. Otoz jest jeszcze tansza opcja niz autobus podmiejski - naywa sie miniautobus a jest nim samochod terenowy marki TATA. Kursuja one wszedzie na okolo, bez zadnych tablic informacyjnych czy czego kolwiek poza masa ludzi wewnatrz co sugerowalo by ze mozan tym gdzies dojechac.Ta przejazdzka dosc gruba byla....z przodu razem zemna i kierowca siedzialy 4 osby (2 dozwolone) , tylu 4 albo piec a poza tylna kanapa upchalo sie jeszcze kilku ludzi- jak paczki. Hinduska muzyka, rozspiewany Anys, mroczno cichy tyl samochodu, kierowca stajacy co kilka kilometrow poto aby dolac wody do chlodniacy i ja - taki sobie wojtek:)) (foto powyzej od prawej Ja, Anys, Papu i troche kierowcy widac)

niezwykly fart nr 4

Wieczor, po 19 juz ciemno...lipa pomyslalem co tu robic...nic, ludzi niema w tym hostelu, baru niema w tym hostelu, netu niema w tym hostelu - tam nic niema! Co sprzyjalo temu abym cos najzwyczajnij w swiecie sobie poczytal, i tak mialem zamiar spedzic swoj wieczor. Popijac wode, czytac ksaizke pomyslec o tym i owym. Taki relaks....skaczyl sie ten relaks po jakis 5-10 minutach gdy dalem za wygrana komarom, ktorym, mialem wrazenia moja krew wydawala sie sakowitsza niz wczesniej.
Spacer!- tak to dobry pomysl- pomyslalem
Noi zaczolem spacerowac, w mroku przez te indyjskie brudne ulicze i uliczki, pelane kurzu, smieci i gdzie nie gdzie pocztowek ludzi spiacych na golej ziemi.
Z oddali uslyszalem glosna muzyke (co w Indiach norma niejest) zaczalem zmiezac w tamtym kierunku. otoz byl tam wielki samochod z dosc mocnym swiatlem halogenowym doczepionym do dachu oswietlajacym tlum tanczacych i krzyczacych ludzi.
Od razu wokul mnie pojawilo sie mnostwo zainteresownia, i te pytania...skad jestes? jak masz na imie? podaja reke i odchodza....
No ale mialem tez troche szczescia bo pojawily sie osoby co naprawde chialy cos pgadac...i pogadalismy finalnie okazalo sie ze to jest impreza weselna!!
Poszedlem z 5 hindusami na whisky z kola, pogadalismy troche i doszli do wniosku ze to nie przypadek ze pojawilem sie w tamtym miejscu, ze to znak od bogow i zostalem zaproszony na impreze jako honory gosc!!!!!..heheh
Dostalem stecjalna czapke, i jakas huste na plecy, umazali mi czolo w brokacie i czerwonym powidle i poszlooooo:) (foto powyzej - witamy sie na scenie z panem mlodym:))

Wesele w Aurangabad:) - poznaje kulture Indii!!!!:)

czwartek, 17 kwiecień 2008

Goa
























Na poczatku jeszcze kilka fot z Mombaju:).
Niezla pralnia co??? To jest najwieksza reczna pralnia na swiecie, chlopaki i dziewczeta przerabiaja tam kilkadziesiat tysiecy ciuchow dziennie.
Ostatni dzien w Mombaju spedzilem dosc aktywnie, z rana wyskoczylem na sasiednia wyspe - "wyspe slonia" - niestety niepamietam jej oryginalnej nazwy jednakze ta wyieniona przezemnie egzystuje od kiedy portugalczycy sie wprowadzili do Indii - czyli jakies 400-500lat temu. Po poludniu ze Szwedzko-Amerykanska ekipa pojechalismy na zorganizowana wycieczke po miescie.
- Ulica prostytutek, gdzie pewnie odsetek HIV bije nawet afrykanskie rekordy. Dosc ciekawa opcja jest to ze zaraz obok ww ulicy znajduje si eposterunek policji - grubo. Facet ktory nas oprowadzal mowil ze czasem policjanci robia na-jazdy na burdele.....;)



Kurcze napisalem o slamasach moze pol a4 a tu patrze nic....no nic dokonczyc historie czas


-Slamsy
Ludnosc Mombaju to kolo 20 milionow stworzen ludzkich. Pisze "stworzen ludzkich" aby bardziej uwypuklic to ze az 55% z nich mieszka w slamasach. Moim pierwszym zetknieciem z Indiami mozna powiedziec ze byly wlasnei slamsy. JAk jechalem z lotniska na centralna stacje kolejkowa przejzdzalismy obok, prze nie ...ciagnely si eprzez kilometry a zapach byl tak odrazajacy ze miewalem niekontrolowana skurcze zoladka. I wtedy wlasie pojawila sie w mojej glowie dosc niepokojca mysl...........czy tak wygladaj Indie? czy moja 2 miesieczna samotna wedrowka po nich to nie sa zbyt wyokie [progi dlamnie? przyznaje ...troche sie przydygaklem w tej taksie.
Te slamsy do ktorych nas zabrano "na wycieczke" byly inne, bardziej lajtowe. moim zdaniem nalezaly one raczej do bogatej dzielnicy slamsow...no al enienazekam...chyba wiecej czlowiek z zachodniego swiata przyjac by niemogl niz to co tam bylo do zobaczenia.
szkoad nze niemozna bylo robic zdjec....te obrazki z tamtad ucza pokory do tego co mamy i czego nieportafimy doceinic puki tego nieutracimy. Ci ludzie w slamasach mianocicie niewiele maja...moze i niemaja niczego. Dzeicciaki pracujace tam przy poedukcji mydla badz selakcji smieci. Brud, brud i jeszcze raz brud...kaluza na kaluzy ..jedne z olejem inne z woda a jeszcz einnze z blizej nieokreslonymi substancjami ...sa ich tam cale zeki gdyz jedne kaluze lacza sie z innymi...taka siec.
Staralem sie nawiazac jakis kontakt z tymi ludzmi, gadalem, pytalem na ile sie tyam dogadywalismy. Robilem to co oni aby zmniejszyc ta barjere miedzynami. Raz zabralem sie za garncarstwo..jedna babka dorabial gliniane nuzki do garnkow - pomyslem ze to latwizna i po kilku zekundach mialem urobione cale rece w glinie. Ja bylem zadowolony z tych trzech nog ktore udalo mi sie zmontowac ale ona sie rozesmiala...zawolal innych ludzi z chatyu aby zobaczyli moja prace poczym pewna reka usunela ww trzy nogi z dna garnka. No coz, moze i chlopaki ze wsi rowiez znalezli by cios w tym zabawanego gdyby ktos z miastprzyjecha i zacza ganic (jakze nieumiejetni ekrowy na pastwiska):).
Pomomo tego ze zycie tam wyglada jak wyglada, brak perspektyw i bieda ..ci ludzie sie usmiechaja! i to nie jeden z nich ....dzieciaki graja na jakiejs strcie smieci i ziemi w krykieta a widzac nas przybiegaja......nie blagajac o rupie, czy dwa ...przybiegaja z ciekawosi, pytaja o imie, skad jestem, rzucaja pilke zachcecjac do wspolnej zabawy.....takie niesamowite. To co mi przyszlo do glowy to to czy mozna byc w takim miejscu szczesliwym? a jesli tak....jesli oni naprawde sa szczesliwi tam...to co czy skladnikiem szczescia mzoe byc niewiedza?

Goa

Do Goa dostalem sie pociagiem, 12 godzin jazdy plus 3 opoznienia. Myslalem ze mam pecha ale po konsultacji z innymi dowiedzialem si eze byli tez tacy co mieli 6-9 i wiecej godzin opoznienia n apodobnym odcinku:)
Tak wiec po poludniu dojechalem do hipisowskiej oazy lat 70 - Goa. Od razu po wjezdie do tego stanu widac pozostalosci po jego ponad 20letniej swietnosci hipisowskiej. Zdezelowane autobusy z mnostwem kolorowych naklejek i malowidel, budynki w podobnym kwasiarskim kanonie...wyglada to swietnie!!--skod tylko ze przyjechalem tu o 15 lat za pozno:)
Za raz po przyjezdzi eodnalezalem swoja grupe z ktora trzymam sie praktycznie od poczatku a chlopaki skoro juz byli w tym terenie ponad dobe zorganizowali wypad na ryby:)) Rybak mowil ze na stowe ryb nalapiemy ze ho ho!!...noi polynelismy ..3 godziny trzymania zylki zawinietej na kokosowej lupinie na koncu ktorej hak z krewetka - nieprzyniosly zadnego rezultatu...tylko Mike zlowil jakiegos malucha...:)

Na Goa jak dotad mialme najlepsza miejscowe do spania :) moze z 15 metrow do plazy, wokol palmy i inne bambusowe chatki:) (powyzej foto)

Na Goa spedzilem 4 dni, bylo super:) zaluje tylkoe ze niedoszlismy do "sailent party" - impreza gdzie wszyscy poginaja w sluchawkach z muzyka. (kilkanascie lat temu rzad Indii postanowil pozbyc sie hipisow z Goa bo rozprzestrzeniaja narkomanie czy cos tam:) i w kazdym razie zakazane jest w tym stanie organizowanie glosnych imprez po 22! - i dlatego cos jak impreza w sluchawkach powstalo). No tak czy inaczej wydalo mi sie to dosc dziwaczni enienaturalna opcja aby tanczyc wsrod innych ludzi ze sluchwkami:) a jak zagadac do jakiejs laski? ...zejmujesz sluchawki (ona tez) .."jak sie bawisz?" czy cos tam innego a potem zakladacie sluchawki na troche aby pozniej znowu je zdjac....niewiem ...a szkoda:)

Hampi
Od 2 dni jestem w Hampi:) jest niesamowicie!!, tylko temperatura wzrasta niebezpiecznie ponad 40 stopni i zaczynam zrzucac skore powoli:/. Wczoraj bylem w swiatyniach nieleko mista ...niesamowite, drazone w skalach pomieszczenia, rzezby, plaskorzezby itp... niektore z tych dawnych swiatyn w obecnej chwili posiadaja stalych mieszkancow w postaci nietoperzy...troche sie przydygalem jak wszedlem z latarka do jednego z czarnych pomieszczen i po kilku sekundach zorietowalem sie ze tuz nad moja glowa znajduje sie dosc spora falilia nietoperzy ktorym swiatlo mojej latarki i moja osoba nienajbardziej odpowidaly....szybko zawrocilem na piecie do wyjscia ....i sam niewim czy dobrze ....moze moj starch przed tymi ssakimi to rezultat zbyt duzej ilosci amerykanskich filmow? ...niewiem mam jeszcz ekilka dni moze tam wroce:) (foto powyzej)

Tak wogole to taki kozak jestm ze poruszam sie na pobiskich terench na skuterach (kozak na skuterze - foto powyzej) no ale dzis zrobilem postep w rozwoju i juz pomykalem pol meskim motorem - Honda Hero:))))))))

A tak wogle to chyba najbardziej sie odnajduje na peryferiach...gdy jade /jedziemy po 40 -50 kilometrow po jakis polnych drogach w nieznane, docierajac to zero-turystycznych okolic obserwujac prawdziwe zycie tych ludzi ....bez niczego na pokaz czy sprzdaz:))) (kilk zdjec z takich wypraw powyzej- moja ulubion to 3 dzewczynki na kamieniu....zapytaly mnie jak mam na imie (norma w Indiach ....chyz ze 200 osob by sie zebralo do tego mometu) cos tam pogadalismy a potem zapytalem czy moge im zdjecie zrobic:)))


Swiatynia malp
Wczoraj, wybralem sie na dluzsza jazde meskim motorem "Hero Honda" - 125 cc:) (juz prawie dobrze). Jezdzilem jak lubie...gdzies by zobaczyc cos. Ci ludzie z wiosek sa niesamowici...jak robilem sobe kwadransowe przerwy pod jakims wielkim drzewem badz skala aby schronic sie przez nieublaganym sloncem ci zaas podchodzili domie (casem dobre 100-150 metrow) aby zapytac jak mam na imie, skad pochodze. Ja wladam jezykiem hindi nienajlepiej ...ograniczam sie do "mere nam Wojtek" - ma na imie Wojtek i "name sta" - dzien dobry (usmieh tych ludzi po takim popisie - bezcenny:))..pozniej rozmowa generelnie sprowadzala sie do ustalenia przezemnie mniejwiecj swojej pozycki...jak daleko jestem od jakiejs stacji bezynowej (jak dotad to poza mombajem widzialem jenda pradziwa stacje z dystrybutorami, reszta to budy jakby warzywniaki gdzie ilosc paliwa mierzy sie w butelkach po wodzie mineralnej) czy wioski ktora znam. Ci ludzie, czasem totalnie bez umiejstnosci poslugiwania sie angielskim dlaej przymnie trwaja, jak posagi. Zapala fajka cos powturza po hindusko-angielsku apropo drogi ktora jade, powiedza cos o polu na kore patrzymy a potem przez dlugi czas siedzimy w milczeniu on sobie ja sobie. Ciekawe, ciezke do akceptacj na poczatku ze nie oczym gada ...a raczej niema jak gadac bo zwiezle mowiac nierozumiemy, ale oni chyba niezauwazaja w tym zadnego problemu:)

Dojechalem wczoraj do Swiatyni Malp. Chyab 572 schodki zawiniete jak serpentyna po zboczu gory na czubku ktorej znajdowalo sie owe swiete miejsce. Wchodzilem tam z dwoam hindusami ...niedalem ladnego popisu...oni sobie radzili jakos ale ja w ponad 40stopniowym upale +nagzabe skaly - sprawowalem sie znacznei gozej. Jak doszedlem na gore spodziewalem sie jakiejs zlotej swiatyni, przepelnionej rzezbani, kolumanmi itp...ajak sie okazalo to byla taka murowana chatka ...coz nie wszystko co swiete musi sie odrazu swiecic i bic w oczy przepuychem- pomyslalem. Na gorze troche zajelo mi zanim doszedlem do siebie, pogadalem troche z ludzmi mieszkajacymi w tej swiatyni i innymi ktorzy weszli ja obejzec. Ku mojemu miemu zaskoczeniu jak postanowilem juz zejsc na dol ...zostalem zaproszomy na obioad! Woow..ale przezycie ..zszedlem z 6-7 hindusami do jakiejs piwniczki byla tam juz kobieta i jej syn . Usiadlem jak inni na ziemi, postawiono przedemna aluminowy telaz i kubek wody. kobieta naloyla mi ryzu i polal go jakims sosoem. W tym momencie zorietowalem sie ze ze sztuccami to raczej slabo bedzie. Typ po moje prawej pokazal mize po wieniem pomieszac ryz a potem bezposrednio go jesc. Spoko przezycie, chwalilem pania kuchni a oni wszyscy sie cieszyli. :)))

zdjecie z dzieciakami
Powyzej zamiescielm zdjecie z dzieciakami. Niesmowite te ich usmiechy sa...no nie???
Przejezdzalem przez jakas wioske i zobaczylem je kompiace sie w rzece razem z krowami, pomyslemze zrobie zdjecie. One jak mnie zobaczy;y wszystkie przybiegly domie przedstawijac sie w niesamowitym haosie usciskow rak i wypowidania imoin. Chichotaly sie niesamowice za kazdym razem jak sciaskalem jedna z ich malych raczek. Zrobilem im zdjeci epoczym one podbiegly domni eponowieni chcac zobaczych ja wyszly nba zdjeciu. Poprostu oblepily mnie zkazdej stroy z lewj i prawej. Wyjsietlacz mojego aparatu przyslaniala co chwile inna mala dlon a potem osskakiwala taka raczka z nieskrepowanym chichotem. Te dzieci, takie male, tak naturalne i tak szczerze usmiechniete...a ich rodzice posidajace moze krowe, albo kawalek pola z ryzem a mzoe tylko utrzymuja sie ze sprzedarzy orzechow kokosowych z palm ktore tu naleza do kazdego....

Shiwa sie ochajtal!!

Wczorajszy dzien byl mojim oststnim w hampijak i dnie wielkiego festiwalu w tym miejscu. Mianowiecie Shiwa - glowny bog wg hinduizmu wlasnie wczoraj mial rocznice zawarcia zwiazku malzenskiego!!:) Calkiem fajnie to wygladfalo..z tym ze gdybym niewiedzial wczesniej ze to chodzi o rocznice slubu nigdy bym sie tego niedomyslil:)
Dwie drewniane wierze zrobione wlasnie na taokazje (foto powyzej) byly obrzucane tysiacamio babanow! No bez kitu ..byly ich tysiace ...nie tka ze rzucali sobie przez 10 czy 15 minut..to trwalo godzinami a kumulacja oczywicie nastapila w jednym szczytowym momencie kiedy to babany fruwaly jak zywe. Z poczatku krecilem sie kolo tych swiatyn jednakze po uswiadomieniu sobie ze jest juz kilka osob w moim kregu ktore oberwaly takim niecelnym babanem w glowe - oddalilem sie do bezpiecznijszych terenow:)).
Dalej nieiwm po co oni te banany tam rzucali ale nieprzeszkodilo mi to w tym aby tez sprobowal swoich sil:).....i prosze pierwszy rzut i wpadl baban na druga od gory drewniana kondygnacje swiatyni. Stary hindus ktory wlasciwie dal mi tego babana abym go rzucil- spojrzal namnie i bez wiekszych emocji jak taki "sen-sej" (niemam pojecia jak to sie pisze) sknina glowa potwierdzajc moj dobry rzut:). okolo 18 grup amezczna zaczela coraz intensywniej grac na bebnach a inni zabrali sie za przeciaganie liny! Drewnmiane konstrukcje swiatyn (na kolach) btyly przeciagene z jednago konca ulicy na drugi kazdej ze swiatyn przewodzil slon. Poczatkowo myslalem ze to wlasnie on je ciagie ale jak sie pozniej okazalo robilo to moze z 50-60 meczyzn....

Moim fawirytem z festiwalu byl "typ z nozem w policzku" - czaicie? - chodzic z przebita nozem czescia twarzy? (foto powyzej)

sobota, 5 kwiecień 2008

Mombai





































Smieszna sprawa w Indiach jest to ze tubylcy chca miec zdjecia z bialymi. Poniekad rozumiem z kobietami, ale zemna?:) Zdjecie na goze (ja i hindusi) zrobilem zaraz po wzuceniu swojej troby do hostelu. Ten typ po prawej wychaczyl mnie z propozycja zrobienia sobie zemna zdjecia. Maxymalnie sie zszokowalem ale za to pytanie czy ja moge sobie zrobic z nimi wydalo sie naturalne:)








Mombai!
Pierwsz 2 godiy byly dosc mocne, kilka razy dolaal mi przejsc przez umysl mysl 'czy napewno to byl dobry pomysl aby przyjechac tu - do Indii samemu?'. Po wyjsciu z lotniska jakis typ prawie ze mie za reke zlapal i prowadzil jak ciele w jakas strone usilnie twierdzac ze szedlam w zlym kierunku:) Nie myslac wiele zawrocilem sie na piecie spowrotem na lotnisko z mysla ze moze pierwsze minuty w indiach powinienem sie zachowyac jak "typowy turysta" i odlozyc moje mazenio-plany na temat wycieczki bez zadnego planu na pozniej:). Po chwili podwiesilem sie pod jakas pare z Estonii ktora jechala na dworzec centralny. 40 km!! grubo tej drogi - jednak to dobrze ze nieposzedlem pieszo;).
Taksowka wygladala jak z innej epoki, mala, sprzypiaca n mase zdezalowana. Taksiarzowi pod kola wchodzily cochliwe jacys pieci, wjezdzaly motocykle czy inne pojazdy. Wprawdzie gdzieniegdzie dopatrywalem sie pasow na jezdni jednakze po kilkunastu kilometrach jazdy dotarlo domnie ze one sa tylko formalnoscia, tam ludzie jezza jak chca a o swoim istnieniu na drodze daja znac nieprzerwalnie trabiac w klaksony.
Na dworcu poznalem jakis innych ludzi i znimi zabraem sie do hostelu- pono rekomendowany byl w przewodniku - moj pokoj- 16 pol nagich typa (z powodu b. wysokiej temperatury i max duzej wilgotnosci byc tam w innej formie nieda), pietrowe luzka, dziury w scianach, materace ktore zaryzykowal bym ze czyszczone od nowoci niebyly i obok mojej koji napis
"god is too big to fit in one religion' - ciekawe:)
Reszta dnia byla bardzo udana mialem wrazenie ze piorunem sie aklimatyzuje. Cala reszte dnia spedzilem z innymi turystami - nawiazywanie kontaktow na takich wyjazdach jeszcze z dodatkowa nutka musu to poprostu pestka:). poznalem wczoraj troche miejsc z jedzniem "Leopold Bar" - chyba wszyscy ludzie z zachodsniego swiata tam jadaja - coz troche koliduje to z moja wizja poznania Indii ale na poczatek nauczony sytuacja z lotniska nieszazuje juz:).

Niedoceniony...

Kilka dni temu mialem przyjemnisc probowania swoich sil w show biznesie. Jako bialy europejczyk zostalem wychaczony przez typa na ulicy ktory zaproponowal mi i Mikie-mu zagrania z roli w bollywodzkim filmie:). Troche sceptycznie podchodzilem do tego z poczatku ale gdy owy typ powiedzial ze kreca fiulm "the president" i ma byc o tym ze George Bush przyjezdza do Indii a ja mam byc agentem CIA - podjaralem sie jak dzieciak. Pozatym transport na plan, jedzenie buylo za darmo - plus 500 rupii indyjskich (0,7 wiskacza kosztuje okolo 230:)). Po kilku godzinach zaczely dopadac mnie natretne pytania:
-skad w Indiach (skoro co wyzsi mezczyzni maja po moze max 180cm) znajda namnie gajer?
-a skoro to film o Bush-u to czy agenci maja tylko jedna scene z nim? na lotnisku?
Pomimo tego stawilismy sie z Mikiem w umowionym miejscu i taksowki, pociag a na koncu riksze zabraly nas i moze z 10 -15 innych bialych do krainy bollywoodu....noi stalo sie kilka prob ukladu, muzyka i dajemy!
Raczka w gore, raczka w dol, troche bioderkami, z nuzki na nuzke i heyyya:) - jak balwan sie czulem tanczac jakis denny uklad wsrod innych turystow a hinduscy aktorzy udawali ze podrywaja biale dziewczyny. Dzien "zdjec", tancow i hulanek trwal dobre 10godzin. W prawdzie tylko przez 3 godziny nagrywali z nami akcje a pozniej robilismy za widownie ale bylo max super!:) Kolosalnie goraco (studio znajdowalo sie w namiocie) ale napeano warto bylo sprobowac swoich sil jako gwiazda bolywoodu.


Jak zostalem mistrzem targowania i poleglem...

Wczoraj postanowilem konkretnie sprobowac swoich sil w targowaniu. Turysci w Indiach niemaja zycia, non toper troc krzyczy : Mister! Mister! Here! very good! - chca ci sprzedac poprostu wszystko. Kolesie z bebnami, figurkami czy ciuchami rozumiem i trawie ale sa produkty ktorych dokonca jeszcze nieskumalem. Mombai baloon. Jest taki rodzaj balona, przynajmniej oni tak twierdza. Balon ten (mombajski) jest rozmiaru doroslego hindusa i taka ma mniejwiecej pojemnisc. Sprzedawcy tych balonow chodza za turystami po ulicach, wala w nie dloniami az te odbija sie od ziemi i stwierdzaja ze to dobry balon jest! "a na chuj mi ten balon?" az samo sie cisnie na usta - niewiem.
Takze wczoraj konkretnie zawziolem sie za targowanie, nie o mombai ballon tylko o pocztowki. Wiedzac ze cena turysty jest cena czasem kilkuktornie wyzsza od ceny lokalnej- rozmazylem sie ze choc raz chcialbym taka cene utargowac. Kolo oceanu, niedaleko "Bram Indii" kreci sie mnostwo sprzedawcow z pocztowkami jeden z nich mnie wyczajil i zagadal abym je kupil. Pomyslalem ze i tak predzej czy pozniej bede kupowal pocztowki a ze powinienm sie uczyc "zrobie dzis nie jutro" postanowilem ze zaraz bede mial to z glowy. Zapytalem:
- ile kosztuja?
typ - 150Rs
-uuuu...drogo, za grogo..
-typ - bardzo odbre pocztowki- i wymienia mi wszytskie zabytki na ich froncie
-mowie ze: za drogo
- typ- to jest 12 poczowek, bardzo dobre (taka ksiazeczka z 12 pocztowkami)
-mowie - ale ja potrzebuje tylko 4, nie 12 (taki trick ze obmyslilem)
-typ - za ile kupie?
-mowie ze niekupie bo potrzebuje tylko 4
-typ- nie, nie 12 pocztowek, b. dobre........
- jaze potrzebuje tylko, 4 ale moge je wziac za 50Rs
-typ- nie, nie 12 pocztowek, b. dobre........
-ja 50rs
- typ 100Rs
-ja 50Rs
-typ 100rs i znowu plyte wlaczyl
ja-potrzebuje tylko 4 a za 12 dam 50Rs
typ- 90Rs
ja 60Rs
typ nie, niie....itp, itp
ja - 70 i ide TERAZ z nimi!

Typ z usmiechem sie zgodzil, zaplacilem mu i bylem z siebie dumny, i to na maxa! Poyslalem ze to targowanie z Hindusami to calkiem latwa sparawa, zbilem cene ponad 50%:))
Przez chwile przeszlo mi przez mysl klasyczna scena z glupkowatych filmow, gdzie kolo (zazwyczaj z miasta) zadziera z miejscowymi (cos kupujac, cos sprzedajac itp) i wychodzi z takiej transakcji z bananem na ustache ze "pokazal im"....a pozniej okazuje sie inaczej.
No coz, bylo i tym razem tak. Jak sie okazalo kilka godzin pozniej po konsultacjach - lokalan cena nadal pozostaje dlamnie cena niedoscigniona:)


"In to the wild"

Niewiem czy wszyscy ktorzy beda czytac ten post, widzieli ten film (jak nie to polecam) ale ja spotkalem tego typa - tu. Na jednym ze zdjec po mojej lewej stronie siedzi - Hugo, koles z dredami, Szwed. Kolesia poznalem wczoraj, jego historia nadal niejest dlamnie dokladnie znana bo troche balem sie go pytac o szczegoly. Ten typ mieszkal sam w lesie w Szwecji przez 14 miesiecy, polowal, zbieral runo, niebardzo komunikowal sie ze swiatem zewnetrzym. Nie urodzil sie w lesie tylko do niego uciekl aby byc zdala od ludzi i cywilizacji. Jak go zapytalem ale dlaczego tam w tym lesie siedziesz? odpowiedzial- niewiem. szukam czegos.
Typ mowil ze natura wzbudza najlepszy dla niego stan, ze komunikuje sie z drzewami a one znim.