piątek, 16 sierpnia 2019

Eurotrip - Portugalia

Portugalia jest niebezpieczna. 
 - człowiek zakłada według planu 2 noce na spocie a tu nagle mija czwarta noc. I potem znowu to samo.

Byliśmy w tym kraju w sumie w czterech miejscach i w totalu wyszło 15 dni. Najwięcej puki co jak na jedno państwo. Portugalia jest inna niż myślałem że będzie. Spodziewałem się takiej Hiszpanii 2. ale Portugalia którą poznałem jest trochę inna. Pierwsze, ogólniki  w sumie z każdym z kim przyszło mi rozmawiać mówił w jakimś stopniu po angielsku. Policjant, sklepikarz, gościu na stacji benzynowej, babka z Ubera. Druga sprawa to brzmienie języka. To tak jakby miks rosyjskiego-hiszpańskiego-arabskiego i coś ekstra. Trzecia sprawa to nie spodziewałem się że w "zachodniej Europie będzie można spotkać na ulicy dziadków w białych/kremowych koszulach, spodniach na kant i pantoflach - tak zupełnie w stylu wioskowych klimatów które jeszcze tez można znaleźć u nas.

 Jest też ruch uliczny którego nie rozumiem. Nie także jestem super kierowcą (bo nie jestem) ale jakiś tam standardy i wyobrażenie mam. Ale...
-  skręcanie bez kierunkowskazów to już normalka była po kilku dniach
-  światła uliczne postawione od czapy na drodze bez skrzyżowania bez  pasów - "check"
- parkowanie na poboczu ronda (w Lizbonie!) - "check"
- parkowanie na wyjazdach z dróg podporządkowanych - "check"

Nie udało mi się zrobić wszystkich sytuacji zdjęć bo większość z nich zaobserwoałem jadąc samochodem i bardziej zastanawiałem się "co to kurde jest??"  a następnie uważałem żeby coś na mnie skądś nie wyskoczyło znienacka bo czego się spodziewać np po tych światłach na zdjęciu poniżej?




Pierwszy stop - Porto.
Kemping mieliśmy w niewielkiej wiosce rybackiej w okolicach Porto. Wioseczka spoko, ze 2 tys ludzi nad samym oceanem. Już następnego nie wyruszyliśmy zwiedzać Porto. Porto piękne z dystansu ale w miarę zbliżania się do kolejnych budynków na drodze widać było że jest tam sporo ruin domów które jeszcze nie tak dawno musiały być zamieszkiwane. Dziwna sprawa, pomyślałem ale każde większe miasto przecież ma kilka ruin ...jednakże jak później sprawdziłem Porto miało ich trochę więcej  a powodem tego była podupadająca ekonomia miasta w ostatnich 20 latach a szczególności po kryzysie z 2008 roku.
Kilka wielkich mostów spinających miasto (a) ze sobą. Po lewej jest miasto Gaja a po prawej Porto.










Jak Porto to oczywiście wino Porto. Jak się dowiedzieliśmy że większość winnic produkujących wino typu Porto nie znajduje się w Porto a mianowicie po drugiej stronie rzeki - czyli w Gaji - poniżej jedna z nich.


Kafelki nie tylko do łazienki czy tarasu

Z takich impresji miasta i w sumie całej Portugalii chyba najbardziej zaskoczyło mnie  to do czego Portugalczycy używają kafelków ceramicznych. Mianowicie, okładają nimi całe domy. Czasem tylko jednym kolorem, czasem jakimiś wzorami a czasem to już porostu robią se na ścianach kafelkowe obrazy.




Kafelkowy domek w wiosce rybackiej w której mieliśmy camping

Domy to nie wszystko. Kafelkowych zastosowań jest więcej!
Kafelkowe oznaczenie toalety damskiej
-kafelkowe oznaczenie toalety męskiej


Kafelkowa nazwa miasta a wjeździe do niego

 I wiele wiele więcej...

Nie wiem kiedy to się zaczęło i skąd taki pomysł na kafelkową sztukę ale zaczęło się to już kilkaset lat temu bo w Porto zabytki np. Igreja de Sao Francisco (kościół św. Franciszka) ma takie oto kafelkowe cuda.


Festyn średniowieczny w naszej rybackiej wiosce
Jak się organizuje jakiś festyn to ważne jest to aby przyciągnąć do niego uwagę ludzi mieszkających wokół. Nie wiem czy to portugalski sposób na ściągnięcie uwagi  ale naprawdę jest bardzo bardzo skuteczny. A zaczęło się to tak ....sobota, cała rodzina Górskich śpi w najlepsze w przyczepie jest grubo przed 10tą rano i nagle taki huk że Helenka obudziła się z płaczem. Ja w szoku, Reka też
...co to było? co to było?
- Może komuś na kempingu strzeliła butla gazowa?
Nagle znajome świsty i już mniejsze huki - ...aha to fajerwerki. Ale kto odpala Fajerwerki o 10 tej rano? - nic nie widać przecież A ci dalej wala, co jakiś czas odpalając chyba Ahtunga wersji XXL. I tak co jakiś 45 minut.  Noi stało się, ryba połknęła haczyk - pojechaliśmy szukać powodu tego święta.  Festiwal średniowieczny ale jakiś taki zmiksowany ze wszystkim co przyciąga oko bo były i tańce brzucha w tureckim stylu, a na straganach sprzedawano nie tylko tradycyjne wyroby ale tez jakieś błyskotki niemające nic wspólnego z Portugalią tamtych lat.

Udało się nam tam natomiast kupić kilka tradycyjnych portugalskich wypieków.



Tu poniżej oryginalnością produktu jestem trochę zawiedziony bo wszakże nazywają to fachowo "Fogaca" i kosztuje zacne 5 euro a smakuje dokładnie jak nasza polska Chałka. 


Drugi stop  - Sao Martinho do Porto

Coś po drodze do Lizbony. Coś blisko możliwości kitesurfingowych. Coś z ładnym widokiem na Ocean - Sao Martinho do Porto.  Puki co najlepszy spot co chodzi o walory estetyczne widoków. Odchodząc jakieś 200 metrów od przyczepy znajdowaliśmy się na środku plaży z takim widokiem- pieknie!


Jak Portugalia i Atlantyk to trzeba było wkońcu spróbować owoców morza - tak przynajmniej twierdzi Reka. Było smacznie ale tez się czegoś nauczyliśmy o tamtejszych zwyczajach w restauracji. Mianowice jak podają na początku kilka kromek chleba i trochę oliwy to nie jest to gratisowa przystawka tylko coś za co trzeba taktownie odmówić lub potem zapłacić ( w naszym przypadku było to 5 euro).

Portugalskie chatki. Nie same kafelki na domach ale też maja inne ciekawe domki w Portugalii. Przeważnie parterowe, schludne choć czasem też zdarzają się bardzo zaniedbane. Zdjęcie poniżej zrobiłem jadąc jakimiś pobocznymi drogami na kajta na Lagunę Obidos.



Trzeci stop - Sesimbra, na południe od Lizbony

Droga najkrótsza ale najcięższa. 
Z Sao Martinho do Porto do Sesimbry mieliśmy mniej niż 150 km. Idealna sytuacja. 2 godziny luźnej jazdy, godzina  na rejestrację i rozłożenie się - to jeszcze tego samego dnia zwiedzimy Sesimbrę myślałem. Oj bardzo się myliłem.
Początek był standardowy. Leniwy poranek i południe ale w końcu wyjechaliśmy około godziny 17stej.  Na początku standardzik, Reka szukała kempingu, ja za fajerą a dzieciaki dawały gazu na tylnym siedzeniu.  Zostało ze 30 km do końca i jakieś rondo przede mną. Miąłem pojechać prosto ale zauważyłem że na poboczu ronda stoją policjanci i momentalnie straciłem pewność czy moge z mojego pasa jechać prosto. Nie chciałem ryzykować przygody z tutejszą policją i skręciłem w prawo. W rezultacie zamiast 30 km do końca miałem nagle ponad 60 km.  No to co, Google pokazuje że nie da się zawrócić przez następna 15 km - ja znajdę miejsce i zawrócę :)  Noi znalazłem jakąś małą drogę odbijająca w prawo. Mała ale asfaltowa, damy radę pomyślałem. Rozpędziłem się troszeczkę i zjechałem an poboczę aby dokonać nawrotu. Jak tylko zjechałem z asfaltu samochód zaczął się zakopywać jakbym był na jakimś bagnie. Zatrzymałem się, wyszedłem, wszedłem i spróbowałem ponownie - lipa samochód wręcz zawisł na podwoziu.  Co to za grunt?? Wygląda jakby ktoś nawiózł kilka dni wcześniej kilkanaście ton pisaku i rozsmarował tan piasek na jakieś 30 cm grubości.

Noi lipa, jesteśmy zakopani na maxa, mam 1,5tony na haku, samochód jest zwrócony jeszcze w przeciwną stronę niż będziemy jechać a ja nie mam nawet łopaty. Miałem za to kawałek połamanego szczebelka od łóżka - który wspaniałomyślnie zachowałem. :). Odczepiłem przyczepę i na szczęście na moverze ja wyciągnąłem z stamtąd parkując ją następnie na poboczu. Noi został samochód, tu się ubrudziłem po same pachy. Reka walczyłem z tym szczebelkiem a ja gołymi rękami wymachiwałem wiadra piachu spod samochodu. I nagle policja przyjechała. Jaaaa jeszcze mi brakuje mandatu za jakieś nieprzepisowe zawracanie czy coś.....ale było inaczej, dwóch policjantów na motorze przyjechali nam pomóc. Zapewniali że maja 10 km od nas jakiegoś SUV-a co może zaraz przyjechać i nas wyciągnąć, ja jako że juz wykopałem prześwit pod samochodem zalegałem ze ze nie trzeb ai za za 15 min będzie po krzyku. Wygarnąłem jeszcze trochę piasku, zrobiłem utwardzenie pod koła. opróżniliśmy samochód z bagażów i nastał czas próby. Policjanci pchali samochód ile mieli pary w portugalskich muskułach i po chwili było po sprawie. A nam na pamiątkę zostało zdjęci ez nimi oraz zdjęcie tego pięknego zaoranego piasku na poboczu.



 Co może się jeszcze wydarzyć, już nic! - musi być teraz git do samego kempingu. Pojechaliśmy. Po przygodzie z przyczepą na wąskiech uliczkach w wiosce rybackiej w okolicach Porto myślałem że nie może być gorzej co chodzi o jazdę z przyczepą w Portugalii, i otóż się myliłem bo może być gorzej a mianowicie można do wąskich i krętych uliczek dorzucić jeszcze podjazdy i zjazdy z górek! - bosko! Wjechaliśmy do Sesimbry zostało może nam z 3 km. noi jak tam dojechać... GPS prowadzi przez miasto jedziemy jedziemy ale coraz gorzej, coraz węziej i coraz bardziej pozawijane te ulice.  Całe szczęście że nie posłuchałem googla i postanowiliśmy szukać inne trasy - Google prowadził nas przez starówkę miast co ma 2000 lat! Nie budowali wtedy ulic na  6metrowe przyczepy campingowe. Błądziliśmy i szukaliśmy, tu źle i tam niedobrze, i tak sprawdzaliśmy możliwość po możliwości. Doznałem tyle stresu podczas tych ostatnich kilometrów że jeszcze następnego dnia czułem w organiźmie krążący kortyzol (czy coś tam post stresowego). Podczas tej jazdy, jak jeszcze miałem na to głowę zrobiłem kilka zdjęć tej drogi co była przed nami.



Dojechaliśmy na spot! Ostatnie 3 metrów naprawdę pod stromą górę z zakrętami ale jak poszedłem do rejestracji nas zaczekinować i obróciłem się to wiedziałem że było warto (pod warunkiem że wyjedziemy z z tego miasta z przyczepą w jednym kawałku) - zdjęcie z tego momentu.
 A taki widok mieliśmy na Sesimbrę, i Atlantyk 5 metrów od przyczepy. Całą rodziną naprawdę pokochaliśmy to miejsce. Wspólne wieczorne spacery w tym miejscu były bardzo dla nas wiążące.
  

 

Ukryta plaża - Sesimbra
Przejeżdżając kilka razy taka szutrową drogą biegnącą po klifie wzdłuż oceanu zauważyłem ze jest jedno miejsce gdzie jest zaparkowanych z 50 samochodów i nic ale absolutnie nie ma żadnego budynku w promieniu kilometra. Wiedziałem że coś tam musi być. Ze Oni coś wiedzą czego my nie wiemy ale się dowiemy. Dnia następnego w drodze powrotnej z wycieczki postanowiliśmy zajechać w to miejsce. Jakieś były ścieżki idące od drogi w stronę oceanu także poszliśmy nimi ....we flipflopach. Był to błąd bo jak się okazało była to górska/klifowa ścieżka, bardzo zawiła i kręta. Po jakiś 30 minutach wędrówki zaszliśmy na miejsce i ukazało się nam to- nasz nie turystyczny raj!



Przepiękna ukryta plaża gdzie można się dostać maszerując jak my lub prościej od strony oceanu.

Lizbona

Lizbona to inne miasto niż Porto. Lizbona ma napawdę więcej powera w stosunku do Porto.
 Mają tam rożne cuda, na przykład ruchome schody w mieście - bo poco wchodzić na nogach jak se jak Pan można wjechać.


Sao Jorge Zamek - Zamek był w rękach kilku sił władajacych Portugalia w ich historii. Maurów, Wizygotów, Hiszpanów ...obwarowanie fajne ale widok na Lizbonę genialny!


 Pracia do Comercio - miejsce spotkań włądcow z narodem. W tle łuk tryiumfalny (sumie podczas ego wyjazdu zauważyłem że całkiem sporo państw ma łuki tryiumfalne:))




 Czwarty stop - Albuferia (połudiowy koniec Portugalii)

Z założenia ten stop to miała być ostra jazd ana kajtserfingu jako że tam jest sporo lagun itp. Jednakże jak to bywa w życiu cos nie zagrało a w tym wypadku wiatr. No ale nie samym wiatrem człowiek żyje w okolicach Albuferii są też mega ciekawe jaskinie!

Benagli caves
 Zebraliśmy się po śniadaniu i pojechaliśmy. na plaże z której można nawet w pław popłynąć do słynnych jaskiń Benagli.  Wziąłem swoją SUP dechę na plecy i pomaszerowaliśmy z samochodu może z 1,5 km na plażę. Plaża Ok nic specjalnego. Ale to nie to miało być gwoździem programu. Napompowałem dechę i popłynąłem . Noi jest genialna jaskinia. Dwa wejścia od strony oceanu i dziura w "suficie". Piękna sprawa, magiczna wręcz.



Po obejrzeniu jaskiń Benagli załapałem smaka na swiedzenie też innych jaskiń w okolicy bna SUPIe. Ubrałem Adaśka w kamizelkę ratunkową i pływaliśmy razem przez kilka godzin wzdłuż wybrzeża.  W sumie odwiedziliśmy 4 jaskinie do których dostę jest tylko od strony oceanu :). Zdjęcie nas w jednej z nich


Wiatru nadal nie było także uskutecznialiśmy na południu Portugalii w różnych miejscach rasowy plażing i pływanie w Oceanie :)



Naszym dzieciakom się to bardzo podobało :) Szczególnie ucieczki przed falami.














Brak komentarzy: