środa, 28 maja 2008

wracam

Wracam.



Dziwne uczucie ekscytacja pomieszana ze smutkiem.



Moje oststnie trzy doby w Indiach to istny "sajgon".

Ostatnie kilkadziesiat godzin mialem zaplanowane z bardzo niewielkimi lukami w czasie na pomuylki, opoznienia itp. A to spozniam sie na jeden pociag a to nastepny zas zostal anulowany a ja ponad 1500km od lotniska i ledwie ponad 32h do wylotu. To sie staje jak jakas masakra!´- pomyslalem. Nic ! poprostu nic mi sie nie uklada ! Natomiast rikszaze, pracownicy koleji, pracownicy hotelu i oczywiscie sprzedwacy uliczni ....jak jeden maz wyczuli w powietrzu ze "dzis jest dobry dzien aby mnie naciac na jakas kase czy cos".

Wkazdym razie przy dozie szczescia i jak to bywa w zyciu dozie pieniedzy dotarlem! Wkoncu dotarlem do Europy!! Ciesze sie ....nie dlatego ze jestem w europie - cywilizacji, bogactwie, luksucach i czystym powietrzu ...a raczej temu ze udalo mi sie wyrwac z pasma niefartow ostsnimi dniami scigajacymi mnie neublaganie (naprawde zaczalem watpic w pewnym momencie czy uda misie wyjechac z Indii - tp bardzo niekomfortowe uczucie, jakby cos odebralo tobie wolny wybor i wszytsko co robisz w jakims kierunki wiedzie cie do fiaska).


Apstrachujac od powyzszego - jeszcze tam wroce. W moim zyciu Indie staly sie magicznym miejscem:))


Dzis zdezenie ze znajomym. Z cywilicacja. Jeszcze niebylem na zewnatrz, tylko przez okna lotniskowej poczeklani podziwialem ten porzadek ruchu, ta wlasciwa kolejnosc, harmonie. Brak haosu to chyba fundamentalna roznica. Nawet w kafejce internetowej w ktorej siedze to widac...

piątek, 23 maja 2008

Fotosy:)


































Oto kilka zdjatek z :Agra, Puszkar, Delhi, Daramsala, Golden temle - Armitser, Himalaje, Risikesh, Varanasi...



Ogolnie zaczynam sie tu czuc jak w domu.Postura i wygladem zapewne niepasuje za brdzo do tubylcow jednakrze czasem czuje ze wartosci wschodniej kultury sa mi blizsze niz zachodu.



Kolosalne wrazenie wywarla na mnie zlota swiatynia Sitchow. Sitchowie maja bardzo oddany stosunek do wiary i mimo rozwoju calego globu wydaja sie trzymac wartosci swej religii zdala od hipokryzji. Jedna z misji ww grupy jest sluzenie innym ludziom gdzyz sluzeniu ludziom to sluzba bogu.
Z Mikiem (USA), Rosa i Elena (Hiszpania) poznalismy sie przypadkowo w pociagu relacji Delhi Armitser - (od tego czasu podrozowalismy razem okolo 10 dni). Nasz przyjazd do tego miejscas do poczatku wydawal sie odbiegac troche od szablonu mimowolnie spreparowanego moimi wczesniejszymi doswiadeczeniami w Indiach. Facet z taksowki za kurs z dworca do naszej noclegowni zarzadl dosc rozsadnej ceny. Oczywiscie jakis tam turystyczny przelicznik zawkomponowal w jej tworzenie ale niechcial nas orznac jak przeczkolakow. Dojechalismy do zlotej swaityni ze swaidmoscia ze nastepna noc chcemy spedzic w bezplatnej noclegowni znajdujacej sie w jej poglizu. Po chwili mielismy swoj osobny pokok, klucz i klilka rad w tematyce miejsca w ktorym bylismy.
Zadziwijace tez bylo to ze w promieniu okolo 300m od zlotej swiatyni niemozan bylo kupic nic z wyrobow alkoholowych, tytoniowych etc..a sporzywanie ich bylo juz wykroczeniem ponizanym przez ludzi z ulicy. Niesamowita ta ich jednosc.
Wieczorem skozystalismy z darmowej stolowki obslugiwanej volentaryjnie. Wszedlem do tego pomieszczenia wielkosci moze konkretnej sali gimanstycznej ..a tam - moze ze 200 osob siedaczych w rzedach i jedzacyc. Co za manufaktura pomyslalem. Ludzi sa tam zywnieni tysiacami w ciagu jednago dania. Kuchnia jest otwarta przez 24 godziny. Usiadlem na koncu jednego z rzedow i po chwili przeszedl jeden facet z pustym talezem zaraz ponim szedl drugi z wiadrem fasoli za nim zac ktos z chlebem po nich kolesie z woda, kubkami itp...

Niesamowite emocjonalen przezycie.
Nikt nie pytal mnie kim jestem, skad pochodze, co mysle o tym czy tamtym, czy lubie muzulmanow, jaki mam stosunek do boga...nic. Poprostu nic dali nam jesc gdy bylismy glodni.
Po posilku Rosa wpadla na genialny pomysla abysmy pomogli im zmywac - pomyslalem bomba!! Zmywac nieznosze ale tego wieczoru wymylem mzoe ze 200 talezy mich widelcow zyzeczek itp - i bylo genialnie. Zmywalnia byla dostosowana do tak duzego obrtu i troche odbiegala wygladem od naszych europejskich. Znowu bylo to wielki pomieszczenie wzdluz ktorego bylo moze z piec komor z woda. Wokol nich byli poroztatawiani ludzie. I tak to ze 100 talezy i innych wpadalo do pierwszej komory ...tam jak pirani eludzkie dlonie wycigaly je raz poraz stawiajac na spcjalna polke. Potem z tej pulki naczynia wedrowaly do kolory 2, z 2 do trzeciej i tak dalej. Niesamowite bylo to zmywanie. Na przeciwko mnie jakis 12-14letni chlopak, obok niego jakas kobieta, z mojej prawej strony facet ze zlotymi sygnetami na palcach a dalej obok niego ktos kto pieniedzy raczej niewiduje w wiekszych ilosciach. I tak wszyscy jak jeden maz, bez kast, bez podzialow - czyszcza te gary jeden po drugim.



ps. Na jednym ze zdjec zajadm snieg z Himalajow:)))))