sobota, 20 września 2008












Chlopek roztropek

Moja rozstropnosc czasem mnie przeraza. Zawsze bylem tego swiadomy iz jestem nienajlepiej zorganizowana osoba ale mam nieodparte wrazenie ze osatnimi czasy moja ¨rozropnosc¨ wchodzi w wiek dojrzaly i coraz wiekszy wplyw wywiera na moim losie. "Za 5 dwunasta" rozpoczynam robic rzeczy ktore powinne byc w tym czasie ukonczone. Niby pracuje nad soba, czytam roznorodne ksiazki i publikacje, pisze plany dnia ....ale final finalem jest zawsze taki sam - "za 5 dwunasta" .....-budze sie z letargu i zaczynam dzialac.

Tak bylo i za tym razem, wprawdzie niemaialem tygodni aby zaplanowac moja podroz, bo decyzje o niej podjalem dosc spontanicznie -kilka dni przed wyjazdem. Ale wciaz bylo to kilka calych dni aby sprawdzic hostele, transport, mapy itp. Zaczalem sie interesowac tymi "technicznymi sprawami" w dniu wyjazdu.
Obudzilem sie jak zwykle po poludniu. Leniwie przeciagajac sie zabralem sie za podjecie decyzji zrobienia sniadania ktore finalnie okazalo sie wedzona makrela z Lidla. Opieszale zajadajac sniadanko rzmazlam sie wpatrzony w ekran monitora o nadchodzacej wielkimi krokami podrozy. Po jakims czasie przypomialem sobie przeslanie jednej z ¨motywujacych ksiazek¨jaka przeczytalem oststnimi czasy- ¨najpierw sprawy najwazniejsze¨. Odlozylem fantazjowanie o nadchodzacej podrozyna bok i zaczalem sie powaznie brac za sprawy techniczne....noi sie zaczelo - 10 minut do pociagu jesli chce bezpiecznie dojechac na lotnisko.
Noooooo...wojtunia brawo!!! pomyslalem- skads to znamy co???? Niebylo szans. Makrela nieskonczona, rzeczu nie spakowane, ja wymagam jakijs kapieli. Kilka minut pokrecilem sie w panice po pokoju i ostyglem. Wymysliem realistyczny i kosztowny "plan B".
W ciagu nastepnych 30minut jak "dziki reks" biegalem po mieszkaniu w ta i zpowtorem otwierajac i zamykajac kilka ktorenie te same szafki w poszukiwaniu to kolejnych przydatnych rzeczy na moja wyprawe.

Z uwagi na to iz w Valencji przylot byl planowany na 23:30, "roztropnie" juz w samolocie postanowilem przewertowac przewodnik w poszukiwaniu jakiejs opcji hostelowej.

Zonk

Niema, Moja nadzieja, zrodlo wiedzy i bezpieczenstwa - przewodnik (dostalem go na urodziny). Tak naprawde okazal sie niebyc przewodnikem po krajach a raczej opisywal ciekawe miejsca ktore nalezy w nich zobaczyc. Zero informacji o noclegach, transporcie, pogodzie jedzeniu - shit! pomyslalem. I co ja teraz zrobie w srodku nocy na lotnisku?

Tylko spokuj moze nas uratowac

Zaczalem sie blokac polotnisku w poszukiwaniu jakiejs opcji, informacji turystycznej, mapy czegokolwiek co moglo bymi pomuc. Po jakis 20 minutach serwis sprztajacy prawie calkowicie opanowal terminal i musialem sie zawijac. Tylko spokuj moze nas uratowac¨ chyba z 15 razy powtozylem sobie to zdanie w myslach i zrobilo mi sie lepiej. Wychodzac z lotniskowego terminalu kupilem po drodze jakas bulke i kole. Taka mila otoczka podczas umyslowej kombinatorkyki wyjscia z sytuacji. Postanowilem ze wezme metro i pojade do centrum. Tam cos napewno bedzie sie dzialo..

Mowa ciala

W metrze jechala zemna tylko jedna osoba, jakias hiszpanka postanowilem ja zapytac gdzie mam wysiasc i moze jaks stacja autobusowa czy cos? cokolwiek...
"gadalismy" moze 10 minutz tym ze ona niewymowila ani jednago spowa po angielsku a ja mowilem po polsku, dunsku i angielsku konsruujac coraz to nowsze sposoby akcentowania wyrazow z nadzieja ze ktorys z nich tafi w zrozumienie. Tak!! - "Autobus Station" i "Centro" skumala. I rozpoczela mi tlumaczyc gdzie mam wysiasc i jak dojsc.
Bylem pod wrazeniem. Kobietka uzywala tak sprawnie mowy ciala ze zrozumialme praktycznie wszysko. Skrzywoania, prosto potem w lewo, rondo podmiejski autobus lini 33 itp... Z milym usmiechem pozegnalismy sie i poszedlem.

Plan C - Granada
Podazajac za otrzymanymi wskazowkami natrafilem na dosc intersujacy budynek. Hmmmm...co to jest? Fajna architekrura..podejde blizej wchodac do wspomianego budynku ukazala mi sie przed oczami wielka tablica wysadzona chyba 1001 diod. I napis, pierwszy z gory "Granada 00:51". Hmmm...A moze Grenada? to jest na poludniu przeciez, hmmm...pociag odjezdzal za jakies 20 minut wiec bylo by w deche:) niepotrzebuje hostelu, jeszcze zdaze sie najesc. Tak! to jest Plan! -Plan C!

Z rana dojechalem do Granady, fajnie palmy, pomaranczowe pomarancze na drzewach, piekne kobiety i slonce- cieplutko:)) Ha!
Zabralem sie za poszukiwania hostelu, slabo mi szlo, nawet ludzie zza recepcyjnych lad czesto nierozmawiali po angielsku. Jak to bywa w moim zyciu mialem farta. W pewnym momencie zobaczylem na chodniku 3 dziewczyny stojace z mapa. Ha! tyrystki! ha mowia po angielsku! HA! mam farta! i tak tez bylo dziewczyny mialy nawet wydrukowana mapke jak dojsc do hostelu wiec bylem uradowany niezmiernie:))

Moja oaza -Oasis hostels
mmmm...ale hostel, jaki klimat naprawde swiatena sprawa. Hostel tak jak lubie taras na dachu i nocne rozmowy na nim. Przewijacy sie ludzie non stop, dzikowsc i rzadza przoygody w oczach mlodzoiutkich erazmusow co w wiekszosci okupowali to miejsce poszukujac miedzyczasie mieszkania.
Juz pierwszego dnia poszedlem na impreze dla erazmusow...co za zrzadenie losu w danii calosciowo doswiadczen imprez tego typu mam ze 3 lata ...przyjzdzem do hiszpanii jade pociagiem przez cala noc , po omacku trafiam wkoncu do jakiegos hostelu a tu bach! - erazmusowa impeza..heheh.

Granada jest piekna.
kilka zdjec krajonrazow umiecilem powyzej, Miasto zalozone ponad 1200lat temu przez muzulmanow obfituje po dzisdzien w pieknem architektury, magia waskich (ponoc niebezpiecznych) uliczek wieczorami czesto wypelnionych zapachami palacych sie szisz.
Chodz Granada swoja swietnosc miala okolo 700lat temu, bedac w tym czasie najwazniejszym miastem pulwyspu Iberyjskiego, zdecydownie po dzis dzien mozna sie zachwycac peknem pozostalosci tych odleglycch czasow.
Alchambra (foto powyzej) fortyfikacja wzniesiona przez arabow w XIIIw jest zachwycajaca. Obszerne i pekne ogrody (nawadniane w jakis dziwny sposob do ktorego nie moglem zroumiec), mozajkami, malowidalmi sciennymi itp ...jednoczesnie cale to pieko i skarby otoczone grubymi murami chronicaymi wyznawcow Allacha przed najezdcami.

Genarelnie to przyjechalem do Hiszpanii na jakies 4 dni, na sniadanie. Zmienilem plñany i bede w Danii na koniec miesiaca.

czwartek, 11 września 2008

Sniadanie nad cieś. giblartarską

Cieślina Giblartarska, Przyczułek na inny świat

Cieślina gibraltarska od czasów jak bylem małym dzieckiem wydawała mi się magiczna. Bo to tu Europa a tu zaraz Afryka. A to ze wojska byłego Imperium Rzymskiego jak zdobywały północną Afrykę tamtędy przechodziły i z powrotem jak jakieś państwo z pn Afryki miało aspiracje aby zdobyć Europę - przechadzały się właśnie ta droga.
Nieźle, miejsce ważne, zawsze srogo bronione. Zawsze strategiczny punkt wielkich armii i magiczna przestrzeń 15 kilometrów dzielące 2, zawsze tak bardzo różne światy.
Niektórzy ludzie mówią iż jak jest dobra pogoda to ponoć widać Afrykę. Inni twierdzą ze wcale tak nie jest...chciałbym ją zobaczyć- Afrykę, stojąc dwiema nogami w Europie.

Śniadanie

Mam plan, aby było niezwykle-zwyczajnie. Jadę tam na śniadanie.
Moze najdroższe w moim życiu ale za to śniadanie posypane szczyptą magi i tajemnicy - widać ją czy nie?
Jeśli dotrę to tu:
http://maps.google.com/?ie=UTF8&ll=36.013422,-5.596504&spn=0.034297,0.
Będę około czwartku. Zapraszam!