Valencja
Droga
Jakoś po Portugalii wjazd do Hiszpanii wydał się powrotem do już znanego - język, ceny paliw etc. Z racji fali gorąca postanowiliśmy zarzucić zwiedzanie Kordoby i bezpośrednio uderzyć do Walencji. Zadanie ze względu na dystans było bardzo ciężki bo trzeba było zrobić ponad 900km. Samochodem jest to zjadliwy dystans ale z przyczepą się jedzie max 80 km/h a dwójka małych dzieci na tylnym siedzeniu też potrafi dać gazu. Po ponad 10h jazdy i 800km spasowałem i zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej na nocleg. Nocowanie na parkingach na stacjach benzynowych było czymś czego chciałm unikać - szczególnie w rejonie południowej Hiszpanii. Czytałem i słyszałem o różnych przykrych sytuacjach typu rabunki etc. Jednakże zmuszeni sytuacja zaparkowaliśmy. Obok tirów pod lampą uliczną, stacja z restauracją czynną 24/h oraz hotelem - także od strony bezpieczeństwa w kategorii noclegów nie ne kempingach - było bezpiecznie.
Poranek
Wstaliśmy razem, zażartowałem do Reki że "...skoro mamy wszyscy po 2 nerki to śniadanie i jedziemy dalej..." Po śniadaniu, odpaliłem samochód, wsteczny i nagle Reka puka w okno od zewnątrz i alarmuje że coś nie tak z kołem od przyczepy. Wyszedłem i było to:
Przyczepa na pól flaku! Jaaaaa od razu ciśnienie mi skoczyło w górę. Ktoś nas chce obrobić pomyślałem. W Holandii na kempingu poznaliśmy pewną rodzinę z Polski, rozmawialiśmy o karawaningu i na jakie rzeczy trzeba uważać. Oni opowiedzieli historie ich znajomych co zostali obrabowanie właśnie w południowej Hiszpanii. Zajechali na stację benzywnową, ktoś niepostrzeżenie przebił im oponę czymś bardzo cienkim , coś w rodzaju igły. Powietrze z takiej opony schodzi bardzo wolno i praktycznie jest zero szans że ktoś coś zauważy jeszcze na stacji. Z reguły po jakiś powiedzmy 30 km jazy okazuje się ze mamy kapcia. Rodzinka wtedy jest "sama i unieruchomiona" na autostradzie. I wtedy pojawiają się wybawiciele co z zewnątrz wygląda że pomagają zmienić koło a tak naprawdę rabują ich z kosztowności. Tak było z ich znajomymi, i to musiało się stać w podobnym rejonie Hiszpanii co my byliśmy. Byłem na 100% pewien że jesteśmy na widelcu i ktoś chce nas obrobić.
Wyciągnąłem gaz i położyłem na kuchenkę, dzieci w samochodzie, przyczepa zamknięta, Reka na straży. Obserwowałem wszystko i wszystkich co się dzieje na tej stacji. Wymieniłem koło i pojechaliśmy dalej. Przeczytanie kilku artykułów w internecie o właśnie tej metodzie napadów (głównie na obcokrajowców) utwierdziło mnie w przekonaniu że otarliśmy się o bardzo przykrą przygodę. Ale jak to bywa w życiu nie zawsze jest tak jak myślimy - pojechałem do Norauto aby naprawili mi oponę. Okazało się ze wentyl był jakiś poszarpany ze starości i puszczał powietrze - 8 euro i po krzyku! ale co się paranoicznie na stresowałem to moje :)
Miasto
W mieście byliśmy tylko jedną noc. Spacer po mieście, plaża, grill i spać.
Co ciekawe zauważyłem że Hiszpanie bardzo dbają o równouprawnienie - nawet światła uliczne mają swoje odpowiedniki męskie i żeńskie ...dzizys.
Więcej zdjęć Valencji nie mam a zrobiłem kilka..naście....oj chyba moja córunia Heluśka nie tylko sobie grzecznie ogląda bajki na taty telefonie....a po prostu miedzy czasie odsiewa nieudane zdjęcia...
Barcelona
W Barcelonie spędziliśmy 3 noce. Byliśmy zmęczeni po ostatnich przygodach i długich jazdach. Kemping najstarszy w Barcelonie z bardzo dobrą lokalizacją. Miasto fajne, widać że zamożne i wiekowe. I wielu miejscach rezultaty pracy Gaudiego, katedra, dom z kości i inne. Było przegorąco ale daliśmy radę obejrzeć kawałek miasta.
Poniżej Sagrada Falilia - Kosmiczny budynek zaprojektowany przez Gaudiego. Naprawdę wygląda jakby wyrósł z ziemi a nie został zbudowany ludzkimi rękami. Byliśmy tu po 12stej i już nie było biletów. Nie narzekaliśmy bo szczególnie Helenka nieprzepadła za zwiedzaniem ścian, jak kolwiek oryginalne i piękne by one nie były.
Dom z kości - Casa Batlló również Gaudi.
A tak Hiszpanie radzą sobie z gorącem. Byliśmy w parku gdzie znajduje się między innymi powyższy łuk. Nagle obok nas coraz więcej zaczęło się zbierać ludzi z różnego rodzaju pistoletami na wodę i sikawkami. Wybiła godzina zero i tłum z lewej strony ruszył na tłum ze strony prawej. Okrzyki bojowe i strugi wody. Adasiowi bardzo się spodobała zabawa więc dąłem mu działo większego kalibru - butelkę. Oblewał się z Hiszpanami co chwilę tankując butelkę w powyższym stawiku :)
Tu Adaśko wierze zamach na swoją koleją ofiarę :)
Ceramika
Na pewno w Portugalii maja fioła na punkcie ceramicznych wyrobów i wszelkiego ich zastosowania. Ale Hiszpanie też ciupkę coś tam próbują. Poniższe zdjęcia w zestawieniu z sygnalizacją świetlną z Valencji pokazują jaką transformację ten kraj przeszedł w kwestii ról płci i równouprawnienia. Zdjęcie przedstawiają oznaczenie toalet damskiej i męskiej w naszym kempingu w Barcelonie.
Droga
Jakoś po Portugalii wjazd do Hiszpanii wydał się powrotem do już znanego - język, ceny paliw etc. Z racji fali gorąca postanowiliśmy zarzucić zwiedzanie Kordoby i bezpośrednio uderzyć do Walencji. Zadanie ze względu na dystans było bardzo ciężki bo trzeba było zrobić ponad 900km. Samochodem jest to zjadliwy dystans ale z przyczepą się jedzie max 80 km/h a dwójka małych dzieci na tylnym siedzeniu też potrafi dać gazu. Po ponad 10h jazdy i 800km spasowałem i zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej na nocleg. Nocowanie na parkingach na stacjach benzynowych było czymś czego chciałm unikać - szczególnie w rejonie południowej Hiszpanii. Czytałem i słyszałem o różnych przykrych sytuacjach typu rabunki etc. Jednakże zmuszeni sytuacja zaparkowaliśmy. Obok tirów pod lampą uliczną, stacja z restauracją czynną 24/h oraz hotelem - także od strony bezpieczeństwa w kategorii noclegów nie ne kempingach - było bezpiecznie.
Poranek
Wstaliśmy razem, zażartowałem do Reki że "...skoro mamy wszyscy po 2 nerki to śniadanie i jedziemy dalej..." Po śniadaniu, odpaliłem samochód, wsteczny i nagle Reka puka w okno od zewnątrz i alarmuje że coś nie tak z kołem od przyczepy. Wyszedłem i było to:
Przyczepa na pól flaku! Jaaaaa od razu ciśnienie mi skoczyło w górę. Ktoś nas chce obrobić pomyślałem. W Holandii na kempingu poznaliśmy pewną rodzinę z Polski, rozmawialiśmy o karawaningu i na jakie rzeczy trzeba uważać. Oni opowiedzieli historie ich znajomych co zostali obrabowanie właśnie w południowej Hiszpanii. Zajechali na stację benzywnową, ktoś niepostrzeżenie przebił im oponę czymś bardzo cienkim , coś w rodzaju igły. Powietrze z takiej opony schodzi bardzo wolno i praktycznie jest zero szans że ktoś coś zauważy jeszcze na stacji. Z reguły po jakiś powiedzmy 30 km jazy okazuje się ze mamy kapcia. Rodzinka wtedy jest "sama i unieruchomiona" na autostradzie. I wtedy pojawiają się wybawiciele co z zewnątrz wygląda że pomagają zmienić koło a tak naprawdę rabują ich z kosztowności. Tak było z ich znajomymi, i to musiało się stać w podobnym rejonie Hiszpanii co my byliśmy. Byłem na 100% pewien że jesteśmy na widelcu i ktoś chce nas obrobić.
Wyciągnąłem gaz i położyłem na kuchenkę, dzieci w samochodzie, przyczepa zamknięta, Reka na straży. Obserwowałem wszystko i wszystkich co się dzieje na tej stacji. Wymieniłem koło i pojechaliśmy dalej. Przeczytanie kilku artykułów w internecie o właśnie tej metodzie napadów (głównie na obcokrajowców) utwierdziło mnie w przekonaniu że otarliśmy się o bardzo przykrą przygodę. Ale jak to bywa w życiu nie zawsze jest tak jak myślimy - pojechałem do Norauto aby naprawili mi oponę. Okazało się ze wentyl był jakiś poszarpany ze starości i puszczał powietrze - 8 euro i po krzyku! ale co się paranoicznie na stresowałem to moje :)
Miasto
W mieście byliśmy tylko jedną noc. Spacer po mieście, plaża, grill i spać.
Co ciekawe zauważyłem że Hiszpanie bardzo dbają o równouprawnienie - nawet światła uliczne mają swoje odpowiedniki męskie i żeńskie ...dzizys.
Więcej zdjęć Valencji nie mam a zrobiłem kilka..naście....oj chyba moja córunia Heluśka nie tylko sobie grzecznie ogląda bajki na taty telefonie....a po prostu miedzy czasie odsiewa nieudane zdjęcia...
Barcelona
W Barcelonie spędziliśmy 3 noce. Byliśmy zmęczeni po ostatnich przygodach i długich jazdach. Kemping najstarszy w Barcelonie z bardzo dobrą lokalizacją. Miasto fajne, widać że zamożne i wiekowe. I wielu miejscach rezultaty pracy Gaudiego, katedra, dom z kości i inne. Było przegorąco ale daliśmy radę obejrzeć kawałek miasta.
Poniżej Sagrada Falilia - Kosmiczny budynek zaprojektowany przez Gaudiego. Naprawdę wygląda jakby wyrósł z ziemi a nie został zbudowany ludzkimi rękami. Byliśmy tu po 12stej i już nie było biletów. Nie narzekaliśmy bo szczególnie Helenka nieprzepadła za zwiedzaniem ścian, jak kolwiek oryginalne i piękne by one nie były.
Dom z kości - Casa Batlló również Gaudi.
A tak Hiszpanie radzą sobie z gorącem. Byliśmy w parku gdzie znajduje się między innymi powyższy łuk. Nagle obok nas coraz więcej zaczęło się zbierać ludzi z różnego rodzaju pistoletami na wodę i sikawkami. Wybiła godzina zero i tłum z lewej strony ruszył na tłum ze strony prawej. Okrzyki bojowe i strugi wody. Adasiowi bardzo się spodobała zabawa więc dąłem mu działo większego kalibru - butelkę. Oblewał się z Hiszpanami co chwilę tankując butelkę w powyższym stawiku :)
Tu Adaśko wierze zamach na swoją koleją ofiarę :)
Ceramika
Na pewno w Portugalii maja fioła na punkcie ceramicznych wyrobów i wszelkiego ich zastosowania. Ale Hiszpanie też ciupkę coś tam próbują. Poniższe zdjęcia w zestawieniu z sygnalizacją świetlną z Valencji pokazują jaką transformację ten kraj przeszedł w kwestii ról płci i równouprawnienia. Zdjęcie przedstawiają oznaczenie toalet damskiej i męskiej w naszym kempingu w Barcelonie.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz