A więc stało się. Wieloletni plan na pograniczu fantazji i rzeczywistych możliwości zostaje wdrążony - mój eurotrip.
Początki
Chyba, pierwszy raz jak tan pomysł przyszedł mi do głowy musiał to być jakoś w okolicach 2011 roku. Prawdopodobnie powiązana z wyjazdem na Islandię. Wtedy na quadzie z Reką przejechaliśmy prawie 1000km w 11 dni. Było wtedy oczywiste to że zakładając rodzinę - przez następne 15 lat nie zrobimy takiego wyjazdu także potrzebny był pomysł na podróż i koncept medium transportu dla kilku osobowej rodziny. Chyba w ten sposób pomysł eurotripu się zradzał, nie pamiętam dokładnie. Czasem myślę że pomysł tego wyjazdu był zemną po prostu od zawsze. Ale na pewno od jakiegoś czasu (lat iluś) idea tego wyjazdu we mnie narastała ewolucyjnie i co jakiś czas poświęcałem troche czsu na jakieś przygotowania lub przemyślenia konceptu w jaki sposób to zrobić. Napoczątku miął być to kamper. Idelanie jakiś stary mercedes w dobrym stanie technicznym. Noi trasa kraje bałtyckie-Finlania-Szwwecja-Norwegia-Dania- Pn Niemcy-... mniej więcej tak jak na zdjęciu poniżej.

Z tym że pracując w korpo i będąc do tego jeszcze głodny rezultatów w tymże korpo - podróż po Europie starym mercem nie bardzo się wpisywała w szablon ścieżki kariery bądź standardowego szablonu CV. Także, myśląc o tym wyjeździe wiedziałem już wtedy że może się on odbyć ale we właściwym ku temu momencie życia - pierwotnie miał to być mój powrót do Polski z Danii.
Dziś
Dziś jest, 4 lipca 2019 i jestem gdzieś na zachodnim wybrzeżu Francji w okolicach Miasta Vannes. Siedzę sobie wygodnie na sofce w przyczepie i zbieram motywację do zwiedzania kolejnego miejsca na naszej eurotripowej roucie. Eurotrip pełną gębą, 2,5 tygodnia za nami a przed nami jeszcze prawie 2 miesiące.
Starego merca nie ma ale jest za to "także nie nowa" przyczepa campingowa ;)
i plan na route jest trochę skromniejszy bo tylko/aż 12000km bez Skandynawii. Brak czasu aby cały misterny plan wdrążyć w życie. W końcu trzeba też coś zostawić na przyszłość.
Pierwsze dni
O rany pierwsze dni to była mocna przeprawa. Tylko raz w życiu jechałem przyczepą campingową. A ten raz to był tydzień wcześniej, 200km i na koniec jeszcze nie zmieściłem się w bramie i uszkodziłem zewnętrzną ścianę przyczepy. I wtedy zamiast się uczyć obsługi instalacji w przyczepie - szpachlowałem i malowałem uszkodzenie.
18-06-2019 - dzień wyjazdu
Z bardzo skromnym doświadczeniem w caravaningu postnowiliśmy wyruszyć na 2,5 miesiąca podrozy. pakowaliśmy sie od rana. Wkładając i przekładając rzeczy z miejsca na miejsce. Około godziny 16 - koniec - gotowi do wyjazdu. Pożegnałem się z ochroną na parkingu i wyruszyliśmy w podróż. Tylko jeszcze jedna rzecz przed nami do sprawdzenia -waga przyczepy. To drobnostka myślałem, zwykła formalność bo przecież według papierów mogliśmy załadować ponad 200kg rzeczy a te nasze baże warzyły może max 150 kg. Zajechaliśmy do Pruszkowa na ważenie i ZONK - 1520 kg a nasza max waga powinna być 1427kg. Sic! jak to się stało? jak to jest liczone? prawie 100kg nadbagażu? - A więc nawrotka spowrotem pod blok. Przywitajka z ochroną, (twarz ochroniarza trochę zmarniała bo świecił oczami przez ponad tydzień że pozwolił nam stać przyczepą na parkingu blokowym). Noi rozładunek. Z bólem serca pozbyłem się swoich narzędzi, kilku par ciuchów, książek itp. Zbiliśmy wage do właściwej i heja 2.0. Tym razem już pojechaliśmy dalej niż do Pruszkowa ;)
Niemcy - Harz-Camp Göttingerode
Takie cudo! - Jeszcze nie dysponuje dronem aby zrobić takie zdjęcie więc skorzystałem ze stronki campingu.
Piękne miejsce, jakiś górotwór w środkowych Niemczech. Wzgórza po 1200m npm. Super zalesione i pod ochroną Narodowego Parku. Piękne okolice na spacery i co w naszym przypadku sprzyjające warunki aby oswoić się w końcu ze sprzętami w przyczepie oraz z myślą o przygodzie eurotripowej.
Zrobiliśmy też mały trekking po okolicy. Na początku wszyscy byli pełni energii i gotowi aby zdobywać szczyty pobliskich wzgórz
....ale...Nie trzeba było dużo czasu aby Helenka powiedziała pas i tata okazał się całkiem użytecznym mobilnym łóżkiem.
Holandia - Amsterdam/ Haga - Camping Waterhout Almere
Wszyscy chyba słyszeli że Amsterdam to europejska stolica palenia zioła. I faktycznie, w centrum kilkanaście metrów od budki w której można kupić bilety na rejs łódką po amsterdamskich kanałach zaczynają sie coffeshopy a tam jointy, zioło, grzyby, nasiona, gaz rozweselający - słowem raj narko-turyzmu. I naprawdę sporo wiary tam można było zobaczyć. Nawet, nie wiem czy za sprawą szczęścia czy statystyki, spotkałem tam sporą ekipe polaków degustujących gaz rozweselający ze zwykłych gumowch balonów.
Gościu na rowerze i Holenderscy kierowcy.
Nie mogę wyrobić sobie zdania czy Holendrzy to wyluzowany naród czy tez trochę nerwusi. Z jednej strony na drogach podobnie zachowują się jak warszawiacy - jak się zapaliło zielone światło i mineło już 1/5 sekundy to znaczy że trzeba zacząć trąbić. Ale z drugiej strony - raz wracając samochodem na kemping na ostatnim kilometrze jechał przed nami gościu na rowerze jarając jointa. Droga była dość wąska a cwaniak jechał tak tą drogą że nie mogłem go wyprzedzić bez narażania go i siebie na stłuczkę. Gościu w pewnym momencie się obrócił, zakodował że chcę ale nie mogę go wyprzedzić - i co ? - i se w najlepsze jechał dalej swym idealnie zygzakowatym torem jazdy. W pewnym momencie zaciągną kolejną chmurę i zapewne chciał złapać kierownice spowrotem - ale niestety - joint wypadł mu z ręki i padł na drogę. Gościu się obrócił i dopiero wtedy zauważyłem zakłopotanie na jego twarzy pewnie wynikające z faktu ze trzeba sie zatrzymać a za nim jedzie samochód. Idealnie zaparkował rower na poboczu a ja mogłem go ominąć. Wilk syty i owca cała ;)
Mały kraj, małe cegły.
Jak już byłem w kilku miastach w kilku różnych krajach to zacząłem zauważać że nie sama tylko architektura jest różna dla różnych regionów. Różne są też wymiary podstawowego budulca jakim są cegły. Noi mnóstwo budynków w amsterdamie/Hadze jest zbudowanych właśnie z małych cegieł. Ładnie to wygląda, cieszy oko taki widok z napakowanych wąziutko cegiełek ale jakbym był murarzem bez fetyszów do fugowania to pewnie bym marzył o pełnowymiarowych cegłach.
Woda, woda, wszędzie woda! ...i te domy na niej
Wody w Amsterdamie nie brakuje, to miasto jest wręcz pocięte wzdłuż i w szerz kanałami, wąskimi i szerokimi, skrzyżowaniami wodnymi, mostami i mostkami. W sumie ronda na wodzie nie widziałem tam ale wszystko jeszcze przed Holendrami.
Jakbym miał kiedyś zamieszkac w Amsterdamie, a taka myśl mi nawet przemknęła przez głowę to napewno chiałbym spróbować mieszkania na domu na wodzie. Te domy kiedyś były bardzo tanią alternatywą aby mieć "blisko do centrum" ale dziś juz tanie nie są. Poza cenami też zmienił się komfort jakie te domy dają. Maja tam przyłącza gazowe, elektryczne, wodne. Jak zwykły dom tylko dają w bonusie + 10 do lansu!
Śledź z cebulą
Co kraj czy większy region ma dla siebie jakieś "typowe" dania czy wyroby. I tak też jest w Holandii. Na marginesie - zawsze mi się śmiać chciąło z Duńczyków że w Danii jedno z typowych duńskich dań to "danske frikadeller" a po naszemu - mielone! Ale wracając do HOlandiii jedzenia otóż w holandii przysmakiem regionalnym jest marynowany śledź z cebylą. Nic w smaku nie ma w tym daniu oryginalnego ale trzeba im przynac że sprzedawane śledzi z cebulą z ala hotdogowych budek to już jest coś. Do takiego dania jak na zdjęciu nie dostajemy żadnego widelca ani innego narzędzia - dostajemy zato odświeżającą chusteczkę aby po jedzeniu elegancko se umyć paluszki :)
Belgia
Po kilku dniach w Holandii przyszedł czas na Belgię. Po kilku godzinach jazdy zamontowaliśmy się na kempingu w okolicach Brukseli aby mieć dobry wypad na miasto oraz na pobliską Antwerpię. Kemping standardzik, prysznice, place zabaw dla dzieci, nawet bar.
Sint-Niklaas
To było pierwsze miasteczko w Belgii które odwiedziliśmy. Ot tak bo było blisko kempingu a itak mieliśmy zrobić zakupy. Moje odczucia po wizycie w tym misteczku były dwojakie. Z jednej strony piękne stare budynki a z drugiej strony miałem wrażenie że nie ma tam prawie żadnych rodowitych Belgów. Sami imigranci. I jeszcze w samym centrum mista na głównym deptaku wdali się w jakaś awanturę między sobą i krzyczeli na siebie pełnymi głosami. Powiedziałem wtedy Rece że wprzyjechaliśmy odwiedzić Belgię o 15 lat zapóźno.
Antwerpia - dużo lepiej
W Antwerpii był zupełnie inny klimat. Mnóstwo ulicznych kafejek, ludzi czytajacych książki bądź rozmawiających ze sobą. Było naprawdę spoko. Ulice i domy i kamienice też super. A takie detale jak na poniższym zdjęciu że jakaś roślinka se rośnie "pod chodnikiem" - genialne!
Było coraz bardziej bogato. Piękne kamienice. Wiele z nich bardzo starych. Wiele osob w tym mieście dorobiło się fortun na handlu i obróbce diamentów. Jak się póżniej dowiedziałem to bogactwo ma też swój koszt z tym że koszt w innej cześci świata... Tu same superlatywy.
Noi jak w mieście diamentów to zaszliśmy do muzeum diamentwów. Adaś szczegulnie polubiuł ten temat diamentów. Walory fianasowe diamnetów jak ich fizyczne właściwości - jak np twardość lub przewodnictwo proądu. Niestety ale po kilku rundach pytań od syna wymiękłem - "...tato diament jest twardy ale jak piorun uderzy w diament to go zniszczy czy nie..." etc.
Bruksela
Jeszcze lepsze wrażenia z Brukseli. Miasto naprawde duże i miasto naprawde bogate. Piękne budynki, gdzie architekci i rzemieślnicy musieli spedzić tysiące godzin na planowaniu i wykonywaniu detali.


Także skąd to bogactwo. Zastanawiałem sienad tym wielokrotnie. Poniżej jest odpiwedź. Może nie definitywna jednakże napewno składowa. Belgiski król Leopold II bardzo przyczyniał się do wzbogacenia siebie i Belgii. Gościu był bardzo skoncentroany na kasie, ale aż do tego stopnią że można by powedzieć że nie wiediział specjalnie innego sensu w życiu niż zarabiania kasy. Można powedzieć "wszystko OK, chciał to zarabiał" ale jak się dowiedziałem gościu miął mroczną stronę i to bogactwo Belgii też ma drugą stronę medalu. Mianowicie Leopold II miał plan uczynienia z Belgii mocarstwa i między innymi chciał aby kraj się wzbogacił na koloniach których Belgia w jego czasach jeszcze niemiała. Wiedziąl on też to iż jeśli wypali że chce założyć nową kolonie w Afryce to nikt mu na to nie pozwoli - także przez wiele lat prowadził misje chceścijańskie ukierunkowane na ludność zamieszkującą Kongo. I tam budował struktury, kontakty aż aby w pewnym momencie oświadczyć światu że on pomoże Kongijczykom aby aby stworzyli swoje państwo - noi pomógł między innymi w ten sposób że "kupował" od Kongo gumę na potrzby indystrializującej się Europy, a tą gumę pozyskiwał między innymi w ten sposób że lokalni mieszkańcy byli łapani przez Belgijskie wojsko, następnie ojcowie i mężowie byli wyławiani z tych grup i puszczani "wolno" ale na odchodne słyszeli że jeśli nie przyniosą do końca dnia iluś tam kilogramów kauczuku to wojsko zaboje ich żony i dzieci lub w lżejszym wypadku pozbawi ich dłoni. Suma sumarum dzięki angażowaniu sie Leopolda II w Kongo zmarło tam okolo 9 milionów ludzi a poniżej pomnik Leopolda II w Brukseli.
Prawdą jest to że historię piszą zwycięzcy.
Zdecydowaliśmy się na wycieczkę do parlamentu europejskiego. Całkiem spoko chodź Helenka miała na koniec dość tej polityki.
De Panne
Na koniec Belgii zajechaliśmy na trzy noce do De Panne. Misteczko nad samym morzem. Super fajne i turystyczny, urlopowy klimat w każdym rogu. Plaże mistrz, szerokie i super piaszczyste :)