poniedziałek, 23 września 2013

Bonus do trekkingu w Himalajach - czyli zielsko rosnie tam doslownie wszedzie!




Widoki w Himalayach, setki zrodel i zrdelek tryskajacych zewszad, mgla ktora potrafila z krystalicznie czystej widocznosci na setki metrow w kilkanascie minut potrafila nam zredukowac owa widocznosc do poziomu z sauny parowej, czy gidantyczne chrzaszcze wielkosci bardzo duzej sliwy - sa pieknymi doswidczeniami i napewno ich nie zapomne.

Co mnie tez nieukrywam ze zaciekawilo to zielsko. Wiem ze w Polsce jest ono zakazane, w Danii polowicznie. Ale w Himalaych rosnie ono sobie ot tak. Tu i tam, male i duze. Nie bede wiecej pisal bo na bierzaco robilem narracje w filmikach. :)
Vid 1: http://www.youtube.com/watch?v=W_6OgnA9fTU
Vid2 - kilka minut po pierwszym: http://www.youtube.com/watch?v=7bJDNWRrXW0
Vid3 - nastepene kilkadziesat metrow pozniej. Ok tutaj sie troche podjaralem tym znaleziskiem bo widok ten przebijak nawet legendy miejskie Bialegostoku podczas szkoly sredniej: ) : http://www.youtube.com/watch?v=QFdn2FxJ4xc
























 
 
 
 
 




Nepal

Odrazu po wjeździe do Nepalu czulem ze będzie tam dobrze. Moze sam sobie wywrozylem, bo jak mawial  szef w mojuej pierwszej w zyciu pracy (Telepizza, Bialystok, ja rowerowy dostawca pizzy - 2,3 zl  na   godzine plus  rzadkie jak trufle napiwki) - "wszystko jest kwestia nastawienia". Moze i tak, ale jak tu miec zle nastawienie jak wjezdzasz do kraju i widzisz takie rzeczy:  

Pierwszy kontakt - Pokhara. 

Mowia ze Himalaje to dach swiata. Jesli to prawda to Pokhara jest pokojem gościnnym. Turystyczna (max bardziej niz Kathmandu), Idelana baza wypadowa na trekking w regionie  Annapurna. Pokhara lezy nad jeziorem i to ono jest na zdjeciu powyzej. Naprawde super miejsce na relaks. Ale tez powiem szczerze ze po przyjezdzie troche bylem zmieszany bo nie spodziewalem sie jak Pokhara (czy jakiekolwiek inne miejsce na swiecie ) moze byc "dziwacznie przetransformowane na zachodni styl".Bo w Pokarze (nad jeziorem) doslownie wszedzie sa restauracje, bary, zachdnia muzyka (w woli scislosci to nie wszedzie ta muzyka jest OK, raz zajadalem kurczaka z frytkami a w backgroundzie leciala plyta Back Street Boys z lat 90tych :) - konkrecik). Ale wszystko umiera o 23:00. Doslownie caly obszar zamiera w ciagu 15 min. w restaruracjach od 22:30 nie chca przyjmowac zamowien na jedzenie bo o 23:00 musi byc wszystko zamkniete. Naprawde bylem zaskoczony. Pozrobieniu malego sledztwa wsrod lokalnych mieszkancow  dowiedzielem sie ze to rzad Nepalu stworzyl prawo ktore reguluje do ktorej mozna prowadzic biznes. Zapytalam "retorycznie" (bo sadzilem ze jak stolica to napewno lepiej jest)
- a w Karhmandu jest tak samo? Pewnie  jest inaczej
Koles ku mojemu zdumieniu powiedzil ze jest jeszcze gozej.Ze biznes sie zamyka o 22. I to okazalo sie prawda!

Stolica - Kathmandu
Milionowe miasto na wysokosci 1338m  npm.- to tylko Kathmandu :) Historia osadnictwa w Dolinie kathmandu siega do ...uwaga... 7 weiku przed Chrystusem! Wow niezle. Ale poco im bylo isc tak wysoko. To musialo byc serce ludzi z gor. Bo Nepalczycy napewno nimi sa!   Samo miasto zostalo zalozone  jakies 1300 lat temu :).  Kathmandu napewno bylo warte tych 3 dni tam spedzonych.


Sprawdzam co ile kosztuje na Durbar Square.

















Durbar Square i okolice.

Maju Deval - Swiatynia Shivy


Okolice Durbar Square.


Kathmandu jest git. Ciekawe, duze, architektonicznie wygibasy i multum swiatyn. Ale minusem jest plan miasta. Od 8 do 19 centrum jest mega zatloczone. Samochody, riksze, skutery, sprzedawcy, turysci i lokalni przechodnie i ci wszyscy na uliczkach waskich niekiedy na 3-5 metrow.  


W Nepalu normalnie pilem lokalne piwo Gorkha. W jednym ze  sklepow niestety wyprzedali wszystkie moje Ghorki a jako jako altewrnatywe sprzedawczyni zaproponowala mi piwko o wdziecznej nazwie "Commando". - nie moglem sie oprzec takiemu magnetyzmu marki. Pijac te oto piwko wspominalem czasy mechaniaka oraz piwo o rownie zacnej nazwie "Imperator".
Swayambhunath - Swiatynia buddyjska aka - Monkey temple.

I sam Budda w Swayambhunath

Swayambhunath - Malpy maja tu ruznorodne przywileje. I zyje ich moze tutaj z setka. 



Wyprawa do parku narodowego Langtang - trekking w Himalajach

Trasa

Z Kathmandu do Syabrubesi jest 117 kilometow niezapomnianej drogi. 
Drogi niezapomnianej bo:

  •  Niezaprzeczalnie droga pieknych krajobrazow widokow, gor i dolin. 
  • Niezapomniana bo autobusy w Nepalu sa naprawde specyfiucznie strojone (zdjecie ponizaj). 
  • Niezapomniana bo przykladowo jechalismy z 3-4 kozami w autobusie (zdjecieponizej).
  •  Niezapomniana bo najednej ze stacji kierowca nie zaczekal na mnie i musialem sie zlapac drabiny z tylu autobusu aby sie wdrapac na dach i co mnie tam spootkalo  - jakis 15 osob juz tam siadzacych (bo nie bylo miejsca w srodku)

  •  Ale drogi  niezapomnianej przedewszytkim bo 117 km jechalismy 10 godzin!!!! Czaisz! 10 h  117 km i nie to ze autobus sie zepsul czy cos. Standardowy czas na ta trase w Nepalu to 9 godzin ale my mielismy ta godzinke poslizgu :). Droga sama w sobie jest przerzyciem. Zakret co 30-100 metrow. Wyboje, trzesie, ludzie spawaja do foliowych torebek poczym wyrzucaja je za okno -  (jeden typ z Kanady dostal choroby lokomocyjnej po 25 latach przerwy). W kazdym razie ta trasa pozostanie na dlugo w mojej pamieci. :)

Tak sie przystraja lokalne autobusy w Nepalu :)

Koza w autobusie - pasarzer na gape?? - Nie! to zaplanowana i standardowa akcja :)  Btw. W Nepalu posterunki policji sa spotykane bardzo czesto. Koles raz musial wyciagnac wszystkie kozy z tego schowka aby pokazac je policjantowi. Tes sprawdzic showek czy nie zawiera jakiejs kontrabandy poczym oczywiscie wszystkie kozy chlop ze zdjecia musial zaladowac z powdotem :)


Foto z dachu autobusu - niezly tlok co?

3 minutowy filmik z przezyc z dachu autobusu w Nepalu jest tu: http://www.youtube.com/watch?v=EF0yX70nsL0
A tu ciag dalszy historii z jazdy. Chwile po tym jak skonczylem robic filmik na dachu kierowca zatrzymal sie i kazal wszystkim zejsc. Wiec podzeszlismy se troche po drodze : http://www.youtube.com/watch?v=h3jmaJtVjk4



Tu widac nasza kreta trase autobusu  :)


3 dniowy trekking z Syabrubesi do Langtang (3500m. npm)

Dzien pierwszy a juz bylo super pieknie na okolo :). Jakas osada (kilka domow) potem byly one coraz zadsze i coraz mniejsze.











Dzien drugi i juz nagrodaza wysilek -  Gora Langtang Lirung - 7246 m. npm  :) 
I tu krotkie video z tego doznania. Jest bardzo rano/ zostalismy obudznie z 5 min wczesniej wiec troche seplenie : ) http://www.youtube.com/watch?v=2CeQkqZlQIU



Gang Chhenpo 6388m npm.



Przerwa, i jeszcze mnostwo drogi przed nami. W tle widac ze czesc trasy to puszcza, lepiej widoczna na zdjeciu ponizej. Ogolnie to zrobilismy 4 dniowa trase w 3 dni. Naprawde momentami bylo bardzo ciezko, szczegolnie na wysokosci powyzej 3000m. Dziwne uczucie bo mimotego ze bierzesz pelne pluca powietrza to czujesz ze i tak jest zamalo tlenu. Doszlismy na max wysokoc 3500 m npm. I to byl fizyczny  max. Jesli zdecydowalibysmy suie isc dalej to trzeba bylo by pozostac z 2 dni w jednym miejscu aby sie zaaklimatyzowac do ubogiego w tlen powietrza.

Taka trasa :)

Same widoki z trasy to nie wszystko. Sa jeszcze doznania dzwiekowe. Nie wszedzie, nie zawsze ale na calkiem sporej dlugosci treku mozna sie wsluchac w dzwieki dzungli. Nagralem chwile takiego konceru : http://www.youtube.com/watch?v=RJPFqcCpPLg


Gang Chhenpo 6388m npm.
Nasz "hotel" w Himalajach czyli przybudowka do chaty tych ludzi. Bardzo mili ale za browara mnie kasowali 300 % normalnej ceny (ale co zrobisz, trzba isc caly dzien aby dostac taniej )


Gospodarz naszego hotelu - pichci dla nas jakies jedzenie  :)
Gospodyni naszego hotelu :) Te kamienne piece sa interesujace. Na moje oko ich budowa sie nie zmienila od tych 1500 lat czy cos. Jak sie dopytalem ten piec to tylko kamienie i glina. Ale omlet z takiego pica po 9 godzinach chodu z 15 kg plecakiem to juz jest Bristol :)



Caly trek szedl wzdluz rzeki. Przekraczalismy ja moze z 5-6 razy. Zawsze na mostach takich jak ten :)



Czasem mam wrazenie ze malpy w Azji sa doslownie wszedzie. Miasta, wioski i juz teraz wiem ze gory rowniez. Ale to niejedyne zwiezetta jkie spotkalismy na swoim treku. Poza gigantycznymi i mega pieknymi  motylami, jakimis innymi dziwnymi wielkimi robalami i chrzaszczami to mielismy to szczescie widziec niedzwiedzia!   Azjatylki  czarny niedzwiedz. Zobaczylem go jak byl od nas moze z 5 metrow,  ale raczej niz robic zdjecie zastanawialem sie jak wyjsc z tej sytuacji zywym, co okazalo sie dosc prostym zadaniem bo jak Niedziedz nas zobaczyl to sobie poszedl glebiej w las :). Ponizej zdjecie Czarnego Niedzwiedzia Azjatyskiego wziete gdzies z netu
















Na trekingu wodospady mijalismy srednio co 40 min. To jeden z nich. 

Osada gdzies po trasie.
Osada gdzies po trasie.

Mocarze. To sa ludzie ktorzy umozliwiaja wmiare znosne zycie innych ludzi zyjacych na stale w gorach. Robota tych kolesi polega  na wnoszeniu wszystkiego co na gorze jest potrzebne. Aby wejsc i zejsc do Langtang potrzebuja 3-4 dni. Wnosza wszystko:jedzenie, piwo, papierosy, papier toaletowy, makaron jajka, mieso, rure jak komus trzeba, sznur jak komus trzeba, kabel  itp. Doslownie wszystko. Zarabiaja 25 rupii za kg - okolo 1 zl. Raz sie porwalem aby zobaczyc jak cieki jest taki ladunek - byl b. ciezki. Ledwo podnioslem. Nasz gospodarz powiedzial nam ze oni wnosza srednio 50-70 kg na osobe. - to jest hardkor, na takiej trasie wszystko powyzej 30 kg wydaje mi sie materializacja pracy Syzyfa.  







Trasa z powrotem do Kathmandu.


Znowu 117 km, znowu 10 h, znowu wymiotujacy pasarzerowie i czasami serce podchodzace do gardla jak widzisz ze autobus jedzie po doslownie krawiedzi urwiska. Ale juz o tym pisalem wczesniej. Co bylo nowego to przykladowo (normalka w tym regionie swiata) zawalona droga bo kawalek zbocza  gory sie oberwal. Na zdjeciu poniej widac jak pazarzerwoie autobusu (czyli tez my) przedzieramy sie na druga strone aby po jakis 2-3 kilomertach chodu zlapac nowy autobus do Kathmandu :).