Mombai!
Pierwsz 2 godiy byly dosc mocne, kilka razy dolaal mi przejsc przez umysl mysl 'czy napewno to byl dobry pomysl aby przyjechac tu - do Indii samemu?'. Po wyjsciu z lotniska jakis typ prawie ze mie za reke zlapal i prowadzil jak ciele w jakas strone usilnie twierdzac ze szedlam w zlym kierunku:) Nie myslac wiele zawrocilem sie na piecie spowrotem na lotnisko z mysla ze moze pierwsze minuty w indiach powinienem sie zachowyac jak "typowy turysta" i odlozyc moje mazenio-plany na temat wycieczki bez zadnego planu na pozniej:). Po chwili podwiesilem sie pod jakas pare z Estonii ktora jechala na dworzec centralny. 40 km!! grubo tej drogi - jednak to dobrze ze nieposzedlem pieszo;).
Taksowka wygladala jak z innej epoki, mala, sprzypiaca n mase zdezalowana. Taksiarzowi pod kola wchodzily cochliwe jacys pieci, wjezdzaly motocykle czy inne pojazdy. Wprawdzie gdzieniegdzie dopatrywalem sie pasow na jezdni jednakze po kilkunastu kilometrach jazdy dotarlo domnie ze one sa tylko formalnoscia, tam ludzie jezza jak chca a o swoim istnieniu na drodze daja znac nieprzerwalnie trabiac w klaksony.
Na dworcu poznalem jakis innych ludzi i znimi zabraem sie do hostelu- pono rekomendowany byl w przewodniku - moj pokoj- 16 pol nagich typa (z powodu b. wysokiej temperatury i max duzej wilgotnosci byc tam w innej formie nieda), pietrowe luzka, dziury w scianach, materace ktore zaryzykowal bym ze czyszczone od nowoci niebyly i obok mojej koji napis
"god is too big to fit in one religion' - ciekawe:)
Reszta dnia byla bardzo udana mialem wrazenie ze piorunem sie aklimatyzuje. Cala reszte dnia spedzilem z innymi turystami - nawiazywanie kontaktow na takich wyjazdach jeszcze z dodatkowa nutka musu to poprostu pestka:). poznalem wczoraj troche miejsc z jedzniem "Leopold Bar" - chyba wszyscy ludzie z zachodsniego swiata tam jadaja - coz troche koliduje to z moja wizja poznania Indii ale na poczatek nauczony sytuacja z lotniska nieszazuje juz:).
Pierwsz 2 godiy byly dosc mocne, kilka razy dolaal mi przejsc przez umysl mysl 'czy napewno to byl dobry pomysl aby przyjechac tu - do Indii samemu?'. Po wyjsciu z lotniska jakis typ prawie ze mie za reke zlapal i prowadzil jak ciele w jakas strone usilnie twierdzac ze szedlam w zlym kierunku:) Nie myslac wiele zawrocilem sie na piecie spowrotem na lotnisko z mysla ze moze pierwsze minuty w indiach powinienem sie zachowyac jak "typowy turysta" i odlozyc moje mazenio-plany na temat wycieczki bez zadnego planu na pozniej:). Po chwili podwiesilem sie pod jakas pare z Estonii ktora jechala na dworzec centralny. 40 km!! grubo tej drogi - jednak to dobrze ze nieposzedlem pieszo;).
Taksowka wygladala jak z innej epoki, mala, sprzypiaca n mase zdezalowana. Taksiarzowi pod kola wchodzily cochliwe jacys pieci, wjezdzaly motocykle czy inne pojazdy. Wprawdzie gdzieniegdzie dopatrywalem sie pasow na jezdni jednakze po kilkunastu kilometrach jazdy dotarlo domnie ze one sa tylko formalnoscia, tam ludzie jezza jak chca a o swoim istnieniu na drodze daja znac nieprzerwalnie trabiac w klaksony.
Na dworcu poznalem jakis innych ludzi i znimi zabraem sie do hostelu- pono rekomendowany byl w przewodniku - moj pokoj- 16 pol nagich typa (z powodu b. wysokiej temperatury i max duzej wilgotnosci byc tam w innej formie nieda), pietrowe luzka, dziury w scianach, materace ktore zaryzykowal bym ze czyszczone od nowoci niebyly i obok mojej koji napis
"god is too big to fit in one religion' - ciekawe:)
Reszta dnia byla bardzo udana mialem wrazenie ze piorunem sie aklimatyzuje. Cala reszte dnia spedzilem z innymi turystami - nawiazywanie kontaktow na takich wyjazdach jeszcze z dodatkowa nutka musu to poprostu pestka:). poznalem wczoraj troche miejsc z jedzniem "Leopold Bar" - chyba wszyscy ludzie z zachodsniego swiata tam jadaja - coz troche koliduje to z moja wizja poznania Indii ale na poczatek nauczony sytuacja z lotniska nieszazuje juz:).
Niedoceniony...
Kilka dni temu mialem przyjemnisc probowania swoich sil w show biznesie. Jako bialy europejczyk zostalem wychaczony przez typa na ulicy ktory zaproponowal mi i Mikie-mu zagrania z roli w bollywodzkim filmie:). Troche sceptycznie podchodzilem do tego z poczatku ale gdy owy typ powiedzial ze kreca fiulm "the president" i ma byc o tym ze George Bush przyjezdza do Indii a ja mam byc agentem CIA - podjaralem sie jak dzieciak. Pozatym transport na plan, jedzenie buylo za darmo - plus 500 rupii indyjskich (0,7 wiskacza kosztuje okolo 230:)). Po kilku godzinach zaczely dopadac mnie natretne pytania:
-skad w Indiach (skoro co wyzsi mezczyzni maja po moze max 180cm) znajda namnie gajer?
-a skoro to film o Bush-u to czy agenci maja tylko jedna scene z nim? na lotnisku?
Pomimo tego stawilismy sie z Mikiem w umowionym miejscu i taksowki, pociag a na koncu riksze zabraly nas i moze z 10 -15 innych bialych do krainy bollywoodu....noi stalo sie kilka prob ukladu, muzyka i dajemy!
Raczka w gore, raczka w dol, troche bioderkami, z nuzki na nuzke i heyyya:) - jak balwan sie czulem tanczac jakis denny uklad wsrod innych turystow a hinduscy aktorzy udawali ze podrywaja biale dziewczyny. Dzien "zdjec", tancow i hulanek trwal dobre 10godzin. W prawdzie tylko przez 3 godziny nagrywali z nami akcje a pozniej robilismy za widownie ale bylo max super!:) Kolosalnie goraco (studio znajdowalo sie w namiocie) ale napeano warto bylo sprobowac swoich sil jako gwiazda bolywoodu.
Raczka w gore, raczka w dol, troche bioderkami, z nuzki na nuzke i heyyya:) - jak balwan sie czulem tanczac jakis denny uklad wsrod innych turystow a hinduscy aktorzy udawali ze podrywaja biale dziewczyny. Dzien "zdjec", tancow i hulanek trwal dobre 10godzin. W prawdzie tylko przez 3 godziny nagrywali z nami akcje a pozniej robilismy za widownie ale bylo max super!:) Kolosalnie goraco (studio znajdowalo sie w namiocie) ale napeano warto bylo sprobowac swoich sil jako gwiazda bolywoodu.
Jak zostalem mistrzem targowania i poleglem...
Wczoraj postanowilem konkretnie sprobowac swoich sil w targowaniu. Turysci w Indiach niemaja zycia, non toper troc krzyczy : Mister! Mister! Here! very good! - chca ci sprzedac poprostu wszystko. Kolesie z bebnami, figurkami czy ciuchami rozumiem i trawie ale sa produkty ktorych dokonca jeszcze nieskumalem. Mombai baloon. Jest taki rodzaj balona, przynajmniej oni tak twierdza. Balon ten (mombajski) jest rozmiaru doroslego hindusa i taka ma mniejwiecej pojemnisc. Sprzedawcy tych balonow chodza za turystami po ulicach, wala w nie dloniami az te odbija sie od ziemi i stwierdzaja ze to dobry balon jest! "a na chuj mi ten balon?" az samo sie cisnie na usta - niewiem.
Takze wczoraj konkretnie zawziolem sie za targowanie, nie o mombai ballon tylko o pocztowki. Wiedzac ze cena turysty jest cena czasem kilkuktornie wyzsza od ceny lokalnej- rozmazylem sie ze choc raz chcialbym taka cene utargowac. Kolo oceanu, niedaleko "Bram Indii" kreci sie mnostwo sprzedawcow z pocztowkami jeden z nich mnie wyczajil i zagadal abym je kupil. Pomyslalem ze i tak predzej czy pozniej bede kupowal pocztowki a ze powinienm sie uczyc "zrobie dzis nie jutro" postanowilem ze zaraz bede mial to z glowy. Zapytalem:
Takze wczoraj konkretnie zawziolem sie za targowanie, nie o mombai ballon tylko o pocztowki. Wiedzac ze cena turysty jest cena czasem kilkuktornie wyzsza od ceny lokalnej- rozmazylem sie ze choc raz chcialbym taka cene utargowac. Kolo oceanu, niedaleko "Bram Indii" kreci sie mnostwo sprzedawcow z pocztowkami jeden z nich mnie wyczajil i zagadal abym je kupil. Pomyslalem ze i tak predzej czy pozniej bede kupowal pocztowki a ze powinienm sie uczyc "zrobie dzis nie jutro" postanowilem ze zaraz bede mial to z glowy. Zapytalem:
- ile kosztuja?
typ - 150Rs
-uuuu...drogo, za grogo..
-typ - bardzo odbre pocztowki- i wymienia mi wszytskie zabytki na ich froncie
-mowie ze: za drogo
- typ- to jest 12 poczowek, bardzo dobre (taka ksiazeczka z 12 pocztowkami)
-mowie - ale ja potrzebuje tylko 4, nie 12 (taki trick ze obmyslilem)-typ - za ile kupie?
-mowie ze niekupie bo potrzebuje tylko 4-typ- nie, nie 12 pocztowek, b. dobre........
- jaze potrzebuje tylko, 4 ale moge je wziac za 50Rs
-typ- nie, nie 12 pocztowek, b. dobre........
-ja 50rs
- typ 100Rs
-ja 50Rs
-ja 50Rs
-typ 100rs i znowu plyte wlaczyl
ja-potrzebuje tylko 4 a za 12 dam 50Rs
typ- 90Rs
ja 60Rs
typ nie, niie....itp, itp
ja - 70 i ide TERAZ z nimi!
Typ z usmiechem sie zgodzil, zaplacilem mu i bylem z siebie dumny, i to na maxa! Poyslalem ze to targowanie z Hindusami to calkiem latwa sparawa, zbilem cene ponad 50%:))
Przez chwile przeszlo mi przez mysl klasyczna scena z glupkowatych filmow, gdzie kolo (zazwyczaj z miasta) zadziera z miejscowymi (cos kupujac, cos sprzedajac itp) i wychodzi z takiej transakcji z bananem na ustache ze "pokazal im"....a pozniej okazuje sie inaczej.
No coz, bylo i tym razem tak. Jak sie okazalo kilka godzin pozniej po konsultacjach - lokalan cena nadal pozostaje dlamnie cena niedoscigniona:)
"In to the wild"
Niewiem czy wszyscy ktorzy beda czytac ten post, widzieli ten film (jak nie to polecam) ale ja spotkalem tego typa - tu. Na jednym ze zdjec po mojej lewej stronie siedzi - Hugo, koles z dredami, Szwed. Kolesia poznalem wczoraj, jego historia nadal niejest dlamnie dokladnie znana bo troche balem sie go pytac o szczegoly. Ten typ mieszkal sam w lesie w Szwecji przez 14 miesiecy, polowal, zbieral runo, niebardzo komunikowal sie ze swiatem zewnetrzym. Nie urodzil sie w lesie tylko do niego uciekl aby byc zdala od ludzi i cywilizacji. Jak go zapytalem ale dlaczego tam w tym lesie siedziesz? odpowiedzial- niewiem. szukam czegos.
Typ mowil ze natura wzbudza najlepszy dla niego stan, ze komunikuje sie z drzewami a one znim.

3 komentarze:
widze Wojtas, że wzioles do siebie nasza swiateczna rozmowe i zabrales sie za zarobienie pierwszej miski RYZU ! bardzo mnie to cieszy , rzecz w tym ze nie sadzilem ze bedziesz aktorem , z przyjemnoscia czytam tego bloga czekam na kolejne historie pozdro !
Świetnie Wojtek, ze Ci sie udalo... bede 3mal za Ciebie kciuki i z przyjemnoscia czytal o kolejnych odkryciach wielkiego podroznika :D napisz jak tam tamtejsze tradycyjne jedzenie i jakie zwyczaje Cie tam zaskoczyly a na jakie z Twoich mieszkancy krzywo patrzeli. Pozdrawiam serdecznie!!!
Ciesze sie rowiez ze tu jestem! czuje ze to wlasciy wybor i miejsce na troche rozwoju:) Ludzie sa bardzo mili (oprocz tych ktorzy chca ci sprzedac wszystko "najlepszej jakosci za najnizasza cene"..oni tez sa spoko ale nadmiar tych sprzedawcow meczy czasem) i otwarci:)))
Prześlij komentarz