Ostatniego dnia po festiwalu gdzie oto Shiwa sie ozenil wuruszylem w dalsza podroz zwiedzania Indii o uczneia sie "czegos". tym raem bylo troche inaczej gdyz Hampi bylo oststnim miejscem gdzie wszyscy (Mike, Tim, Tim, Jackob i Rayan) podrozowalismy razem. Czesc pojechale na poludnie, czesc na zachod a ja na polnoc...docelowo do Aurangabad. Wlini prostej, n amapie wyglada to nienajgozej jakies 400-500km, noc oz w zyciu jak t obywa jest zupelnie inaczej. Najpierw autobus ktory nota bene mial byc sypialny a w moim europejskim mniemaniu sypiualny byl...ale tylko w polowie - do polowy sie rozkladaly fotele. Ja i caly autobus hindusow, matki z dziecmi, mezowie z zonami i pojedynczy klienci. Otwozylem okno i patrzylem na zmieniajacy sie powoli karajobraz i zajalem sie mysleniem o zyciu co chwile wytracany przez wstrzasy autobusu powodoawne najazdem na dziury (pewnie wielkosci wiadra czy czegos takiego).
Z rana dojechalem do Hyderabad. Bardzo wileki miasto, ponad 6 milionow ludzi z czego zageszczenie wyznawcow Allacha jest dosc wysokie. Niedy przedtem niewidzialem kobiet jezdzacych na motorach (jako kierowcy) w muzulamanskich strojach odslaniajcych tylko oczy. - Sory ale bez kitu taka babka bardziej sprawia wrazenie osoby jadacej zucic koktail molotowa w kierunku dunskiej ambasady niz po kaizerki do sklepu.
Przeszwendalem sie caly dzien aby wieczorem wskoczyc w pociag to Aurangabad.
I sie zaczelo. - Pasmo szczescia tego dnia. Dzis Kasia uswiadomila ze wczoraj byly moje imieniny ...moze to dlatego los zgotowal mi taki swietny dzien:)))
niezwykły fart nr 1
Wdrazajac poraz koejny raz w zycie moja praktyke podrozy pociagiem na wieksze odleglosci - "spac ile wlezie - szybciej minie" schowalem paszport i portwel w majtki i ulozylem sie do snu. Pomimo tego ze ferkfencyjnuie ktos, cos udezalo w moje nogi sterczace w przejsciu sen mi dopisywal:). Niweim czemu ale zalozylem dwie rzeczy: 1- oststnia stacja pociagu to moja stacja, 2- i tak sie obudze przed moja stacja
I tak spal se Wojtek w najlepsze, ludzie go szturchali w nogi a on obracal sie na drugi bok i dalej:)
Obudzilem sie jak pociag stal na jakiejs stacji, cos mnie tknelo zeby zapytac faceta lezacego na wyzszej kondygnacji gdzie jestesmy. Facet powiedzial ze 3 razy "Aurangabad" zanim doszlo do mnie zto nie "jakas tam stacja" tylko to jest "ta stacja". wystrzelilem jak strzala z wagonu dobudzajac sie kilkoma lykami wody na najblizszej peronowej lawce. Pociag po chwili ruszyl dalej ...coz za fart!
Piata rano, ja, plecak duzy z tylu, plecak maly z przodu - ruszylem na poszukiwania luksusowo taniego hostelu o jakim pisali w przewodniku. Niewiem czemu takie skapstawo mi sie zalaczylo ale nawet na propozycje rykszarzy ze zawioza mnie za 10Rs - okolo 50gorszy odpowoiadalem twardo "nie" - a ich wyrazy twarzy - pomieszanie zaskoczenia, niecheci i bezsilnosci.
Dotarlem do hostelu, 7oRs za dobe i luzko w z ktorego stopy (badz glowa go wyboru) wystaja mi poza moskitiere okazujac swa doskonala latwosc konsumpcji lokalnym komarom czy innym zwierzom.
Polozylem sie na chwile, poczytac ksiazke, przyzwyczaic, zrelaksowac sie w nowym miejscu...i obudzilem sie caly zlany potem okolo poludnia. Ten Indyjsnki klimat niedaje zyc dla takich spiochow jak ja. Jak nie budzik, dobra wola - to temeperatura kolege potraktujemy;)
niezwykly fart nr 2
Wybralem sie obejrzec oddalone o okolo 30-40 km jaskinie ("jaskinie Ellora")poswiecone kultowi buddyzmu, hinduizmu oraz dżinizmowi. Pozbywajac sie zachoiwan burzuazyjnych postanowilem skozystac z uslug podmiejskich autobusow. Oto takim cackiem (foto powyzej) wypakowanym ludzmi po ostatni skrawek siedzenia czy podlogi sunelismy w strone jaksin. Co pewien czas zagaja domnie jakis hindus siedzacy po mojej prwej (nazywam to zagajaniem bo niewim jak to nazwac inczaj skoro wszyscy pytaj o to samo : skad jestes? jak masz na imie? co lepsi to : czy masz zone? czy masz rodzenstwo? gdzie pracujesz? a bardzo zaawansowani pytaj co robia moi rodzice. ) to tak wiec sobie rozmowa plynela az do mometu gdy autobus przejzdzal kolo jakiegos zamku ...a ten hindus powidzial ze warto tam isc. - Olsnilo mnie!
-To przeciez calkiem duzy zamek pomyslam......
- I napewno pisza onim w przewodiku
-tak jak o Ellora - jaskiniach tez...
-jak pisza w przewodiku oczyms..to zregoly bilet kosztuje ...dosc sporo
Zaczalem przeszukiwac swoj portwel, kieszenie, plecak i jest! mam 80Rs z czego 40 musze zosatwic na bilet powrotny i ze 30 na wode ...bo uschne.
Po zanku konduktora wysiadlem na odpowiednim przystsanku, poczym zblizylem sie do budek z biletami. Napis wielki i klujacy oczy jak nigdy wczesniej - 250Rs. No to se kur....pozwiedzalem!
Po uzyskaniu infrmacji ze w tym miesteczku niema zadnego bankomatu bylem bliski wdrazenia desperackego panu -...naproscie w swiecie nazbieram sobie na ten bilet. Zrobie krateke zebierma na bilet - pozostalo 210Rs i zajeme sie czytaniem kasiazki.
Po hwili podszed domnie jeden typ z pocztowkami.."i rozpoczyna sie" pomyslaem.
Kolo mowi ze - dobre pocztowki, i bardzo tanio, i ze ma tez kasiazki o jaskiniach Ellora
mowie mu "nie dzieki"
....a on dalej ....ze bardzo dobra cena itp....
ja - "niemam kasy, zapomnialem, niekupie nic"
koles zmienil troche temat i zapytal czy ide obejrzec jaskinie
- niewiem, chcialbym ale niemam pieniedy na bilet i zastanawiam sie co z tym fantem zrobic
-kolo - niemasz pieniedzy??
- ja ..no niemam
-kolo - ty i ja skrut, pieniadze niepotrzebne, idziesz?
i z miejsca poszlismy...ja i moj nowy ziom- Papu.
Papu prowadzil mie przez jakies 15-20 min na okolo gory w kortej wnatrzach ktyly sie jaskinie Ellora. szlismy przez jakies prywatne posesje, ten gadal z ludzmi tam zyjacymi...niewiem czy zagadaywal bo ich znal, czy tlumaczyl sie dalczego chodzimy po czyjejs ziemi czy opowiadal omnie - jakiego to "turyste zablakanego" wyhaczyl. Przeskakiwalismy przez ploty, przekroczylismy jakas droge i zaczela sie wspinaczka. Wchodilismy coraz wyzej i wyzej, idac czy wsopinajac sie po sciezkach (foto powyzej)...a ja najlepsze przypominalem sobie znajoma literature - ponoc w kasiazkach tkwi madrosc:
Czytalem raz w jednej kasiazce, jak jakis tubylec pomagal turyscie wejsc na jakis wysoki punkt w miesie aby tamten mogl zrobic swietne zdjecia jego panoramy. Finalnie jak weszli na to owe wysokie miejsce tamten wyjal nuz i powiedzial co s w stylu :
"...albo skaczysz z tego urwiska i moze przezyjesz,
....albo sprobujesz mnie obezwladnic a ja wloze ci nuz w bzuch i zepchne cie z urwiska ...i nieprzyjesz
....alblo dasz mi swoj portwel a ja odejde" - dal mu kase
Tak sobie sie wspinalismy, Papu przedemna a ja jak wierny pies zanim.
Obeszlo sie bez krwi, doszlismy do pierwszej jaskini, pokazli sie turysci a ja bylem 250Rs do przodu. (ja i Papu na zdjeciu powyzej - Papu trzyma ksiazke o jaskiniach Ellora i Ajanta)
Papu zaja sie biznesem. Sterczal przed jaskinia wciskajac turystom pocztowkii ksiazki o tym miejscu a ja robilem zdjecia i zwiedzalem.
I tak caly dzien chodzilismy od jaskini do jaskini, w drodze opowaidal mi czasem cos o nastepnej badz ostatniej swiatyni jaka widzialem a po dojsciu do nastepnego miejsca -anlogicznie - Pauu robil interesy a ja zdjecia.
zwykly fart nr 3
Po obejsciu polowy jaskin zaczela konczyc mi sie woda a co gorsza zglodnialem.
Strasznie dziwne uczucie, ludzi cie otaczajcy patrza na ciebie jak chodzacy znak euro, badz dolara...- jestes krolikem! i ten kto cie zlapie moze uzanwac sie za szczesliwca bo zaplacisz mu conajmniej 2 razy wiecej niz inni, zrobisz intetes. A tu niespodzianka, odganiam sie od sprzedawcow ie dlatego ze nie chce-...bo chce ..tylko niemam za co kupic tego jedzenia.
Wszedelm do kolejnej jaskini.
Byla naprawde wielka, gignatyczna ...zrobilem kilka zdjec i zdecydowalem posunac sie w jej glab. Jakis hindus zapytal o moj tatuaz na reku, pokazalem mu i potem nawiazala sie standardowa rozmowa. Byl razem z rdzina: zona, siostra jej mezem itp... Pusuwalismy sie wszyscy razem w glab jaskini, troche gadajac troche milczac. Po jakis 10 minutach potkalismy sie ponownie w jednym z jaskini zakamarkow...i nalogicznie cos tam pogadalismy. Wkoncu ten typ mowi domie czy niepojde z nimi wzystkimi na obiad????????
Mowie, nie niemam pieniedyz przy sobie a pozatym niejstem glodny. A on nalega i moi ze to domowej roboty jedzenie i maja je ze soba:) - no to jestm na obiedzie! - pomysalem
Poszilsmy pod jakies drzewo, rozlozylismy gazety a na nich domowe hinduskie jedzenie. Ja i hinduska rodzina...hehe (zdjecie powyzej). Posiedzielismy, zjedlismy pogadalismy troche o tym i o tamtym, na koncu babka w rozowym zerwala kilka lisie z drzewa roznacego ponad naszymi glowami i dala kazdemu po jednym. Powiedziala ze to dobre na trawienie...moze i na trawinie dobre ale smakuje strasznieeee:))))
Podziekowalem ladnie za obiad, chwalac iz ziemniaczki byly bardzo dobre i odszedlem....a moj zim Papu czekal
Po jaskinich wrociem z Papu i Anys-em do maista. Otoz jest jeszcze tansza opcja niz autobus podmiejski - naywa sie miniautobus a jest nim samochod terenowy marki TATA. Kursuja one wszedzie na okolo, bez zadnych tablic informacyjnych czy czego kolwiek poza masa ludzi wewnatrz co sugerowalo by ze mozan tym gdzies dojechac.Ta przejazdzka dosc gruba byla....z przodu razem zemna i kierowca siedzialy 4 osby (2 dozwolone) , tylu 4 albo piec a poza tylna kanapa upchalo sie jeszcze kilku ludzi- jak paczki. Hinduska muzyka, rozspiewany Anys, mroczno cichy tyl samochodu, kierowca stajacy co kilka kilometrow poto aby dolac wody do chlodniacy i ja - taki sobie wojtek:)) (foto powyzej od prawej Ja, Anys, Papu i troche kierowcy widac)
niezwykly fart nr 4
Wieczor, po 19 juz ciemno...lipa pomyslalem co tu robic...nic, ludzi niema w tym hostelu, baru niema w tym hostelu, netu niema w tym hostelu - tam nic niema! Co sprzyjalo temu abym cos najzwyczajnij w swiecie sobie poczytal, i tak mialem zamiar spedzic swoj wieczor. Popijac wode, czytac ksaizke pomyslec o tym i owym. Taki relaks....skaczyl sie ten relaks po jakis 5-10 minutach gdy dalem za wygrana komarom, ktorym, mialem wrazenia moja krew wydawala sie sakowitsza niz wczesniej.
Spacer!- tak to dobry pomysl- pomyslalem
Noi zaczolem spacerowac, w mroku przez te indyjskie brudne ulicze i uliczki, pelane kurzu, smieci i gdzie nie gdzie pocztowek ludzi spiacych na golej ziemi.
Z oddali uslyszalem glosna muzyke (co w Indiach norma niejest) zaczalem zmiezac w tamtym kierunku. otoz byl tam wielki samochod z dosc mocnym swiatlem halogenowym doczepionym do dachu oswietlajacym tlum tanczacych i krzyczacych ludzi.
Od razu wokul mnie pojawilo sie mnostwo zainteresownia, i te pytania...skad jestes? jak masz na imie? podaja reke i odchodza....
No ale mialem tez troche szczescia bo pojawily sie osoby co naprawde chialy cos pgadac...i pogadalismy finalnie okazalo sie ze to jest impreza weselna!!
Poszedlem z 5 hindusami na whisky z kola, pogadalismy troche i doszli do wniosku ze to nie przypadek ze pojawilem sie w tamtym miejscu, ze to znak od bogow i zostalem zaproszony na impreze jako honory gosc!!!!!..heheh
Dostalem stecjalna czapke, i jakas huste na plecy, umazali mi czolo w brokacie i czerwonym powidle i poszlooooo:) (foto powyzej - witamy sie na scenie z panem mlodym:))
Wesele w Aurangabad:) - poznaje kulture Indii!!!!:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz